Wyniki wyszukiwania dla hasła: Sąd cywilny-orzecznictwo

[prywata] paul 78
> Powinien znać przynajmniej 2 języki obce w stopniu bardzo dobrym - tzn. umieć
> czytać i pisać pisma procesowe, umowy itp. dokmenty. Powinien być samodzielny,
> nie dopytywać się bez przerwy o byle co.

OK.

> Powinien znać się bardzo dobrze
> przynajmniej na jednej dziedzinie prawa: znać nie tylko przepisy, ale również
> orzecznictwo oraz wiedzieć, jak i gdzie tego orzecznictwa szukać.

Co to znaczy "jedna dziedzina prawa". Np. p. autorskie? Cywilne?
Jesli kontakty sa z zagranica (a rozumiem, ze sa, skoro potrzebne
jezyki), to co jesli zagraniczny system prawny roznilby sie znaczaco
od polskiego: "jedna dziedzina prawa z orzecznictwem na calym swiecie" ?

> Powinien mieć
> możliwość stawania przed sądem,

Fizyczną możliwosc - czy jaka?

> umieć sporządzać pisma procesowe tak, żeby
> wystarczyło je sprawdzić i podpisać a nie poprawiać całość.

OK.

> Jestem w stanie zapłacić takiemu pracownikowi około 2.500 PLN netto na
początek + success fee od zafakturowanych dla klienta godzin.

2500 netto to malo, poniewaz (a) i bez jezykow tyle daja ;), (b) co
wazniejsze: nie starczy na utrzymanie 4 osob. napisz prosze:
- co to znaczy 'na poczatek'
- jak rozumiec 'success fee od zafakturowanych dla klienta godzin'
i dopowiedz
- czy kandydat musi byc z Łodzi


Gość portalu: Jonek napisał(a):

> Wybacz, ale to jakaś bzdura. Pierwszy raz spotykam się z taką interpretacją.
Naprawdę nie wymyśliłam. Przed wejściem nowej ustawy kupiłam książkę dokładnie
omawiającą przepisy ustawy z 1994 r. Autor powoływał się na orzecznictwo sądów
i przytaczał nawet różniste przykłady procesów sądowych. Ustawa się zmieniła,
ale o tych sprawach nie ma informacji, więc wnioskuję, że wynikają one z
jakiejś procedury w postępowaniu cywilnym. W tej chwili nie dysponuję tym
tomiszczem, ale jak tylko je odzyskam, to napiszę któż podał mi taką
interpretację.
> Wypowiedzenie należy skierować do głownego najemcy - kto z rodziny z nim
> mieszka w zasadzie cię nie interesuje. Natomiast pokwitować to pismo może
> rzeczywiście każdy dorosły legalnie zamieszkujący w lokalu. Wtedy liczy się,
że
>
> pismo zostało doręczone.
Nauki nigdy dość. Jeżeli faktycznie,informując jedynie głównego najemcę, nie
miałeś komplikacji (z tego powodu) w sądzie, to zrobię sobie ognisko z książki
wprowadzającej w błąd.
> Natomiast co zrobić, by "zmusić" lokatora do przyjęcia i potwierdzenia pisma
> już się tu na forum toczyła wymiana doświadczeń. Można poszukać.
Szukałam i nie znalazłam. Stałe łącze internetowe mam dopiero od półtora
miesiąca a cofnąć się na tym forum w wątkach mogę jedynie do okolic połowy
stycznia. Ale pewnie jeszcze ten wątek się pojawi. Poczekam.

W Poznaniu wygrali
Dziekuje za przytoczenie do publicznej wiedzy uzasadnienia wyroku. Gratulacje !
Po prostu "krotki" staral sie podtrzymac mnie na duchu piszac, ze "ajax
niewiele wygra". Tez mam watpliwosci i obawy czy moze sady w Poznaniu inaczej
interpretuja ustawy i kodeks cywilny niz te w Krakowie. Moze o
wygranej/przegranej przed polskimi sadami decyduja inne czynniki ? Jestem
skromnym obywatelem, bez kasy, pozycji i znajomosci. Tacy jak ja, w obliczu
machiny wymiaru "sprawiedliwosci", stoja na straconej pozycji. Czy poznanski
wyrok moze miec jakis wplyw na orzecznictwo innych sadow w Polsce ?

"Lex Osiatyński"?
Pan Osiatyński napisał:

>>>Jest oczywiste, że media powinny być odpowiedzialne za to, co
głoszą. Warto jednak przypomnieć, że w demokracji standardy
postępowania wobec osób prywatnych i sprawujących władzę są
odmienne. A więc dziennikarz ma prawo oskarżyć polityka, a ten
może go pozwać, gdy udowodni nie tylko, że informacja podana
przez dziennikarza jest fałszywa, ale że ten podał ją świadomie
i celowo by mu zaszkodzić.<<<

Czy Pan Osiatyński zechciałby wskazać żródła powszechnie
uznawanej wiedzy o TAKICH KONKRETNYCH standardach demokracji? Ja
bowiem uważam, że żadne takie standardy NIE ISTNIEJĄ.

Z odmienności statusu osoby prywatnej i publicznej w demokracji
WCALE NIE WYNIKA, iż polityk może pozwać dziennikarza dopiero
wtedy, gdy ten skłamał po to, by politykowi zaszkodzić. A jak
skłamał z innych powodów? A jak jest dziennikarzem nieuczciwym -
bo wraz ze swoją redakcją bierze podmiotowy udział w grze
politycznej? Albo po prostu został skorumpowany? Przecież to
jest praktycznie nie do udowodnienia.
Na szczęście w Polsce obowiązuje nie "lex Osiatyński", tylko
kodeks cywilny, wsparty orzecznictwem Sądu Najwyższego, z jego
znamiennym niedawnym wyrokiem w sprawie "Życie" kontra
Kwaśniewski.
Dziennikarze nie są bardziej uczciwi niż przeciętni obywatele
oraz nie są wybierani w powszechnych wyborach i dlatego za
kłamstwa (=świadomą nieprawdę) redakcja powinna ponosić DOTKLIWĄ
odpowiedzialność finansową, z bankructwem w przypadku recydywy
włącznie.


Gość portalu: Jagnieszka napisał (a):
>
> Na szczęście w Polsce obowiązuje nie "lex Osiatyński", tylko
> kodeks cywilny, wsparty orzecznictwem Sądu Najwyższego, z jego
> znamiennym niedawnym wyrokiem w sprawie "Życie" kontra
> Kwaśniewski. Na szczęście w Polsce obowiązuje nie "lex Osiatyński", tylko
> kodeks cywilny, wsparty orzecznictwem Sądu Najwyższego, z jego
> znamiennym niedawnym wyrokiem w sprawie "Życie" kontra
> Kwaśniewski.<
>
To o czym piszesz dotyczy sprawiedliwości proceduralnej, oprócz której istnieje
także, a może przede wszystkim, sprawiedliwość materialna i o tej zdaje się
mówić prof. Osiatyński. Przy okazji, wyroki nawet Sądu Najwyższego nie są
źródłem prawa i nie potrafią jak dotąt skutecznie bronić się w Trybunale w
Strasburgu.
pzdr.

>
> J.Kaczynski jest doktorem nauk prawnych.
Doktoryzował się z teorii prawa co oznacza, że z praktyką (orzecznictwo Sądu
Najwyższego) nie miał nigdy do czynienia.
Już prędzej jego brat - specjalista prawa pracy, dziedziny wymagakącej dużej
wiedzy praktycznej. Podobno bardzo dobry wykładowca co przyznała nawet dawna
studentka Jolanta Kwaśniewska.
Jarosław Kaczyński nigdy nie pracował ani jako teoretyk ani jako praktyk a
sądownictwo zna głównie jako klient (liczne procesy cywilne i karne).
Natomiast żeby nie było, że już tak całkiem mi nie odpowiada jest u niego jeden
pozytyw - stosunek do zwierząt. W Sejmie jest obok posłanki Piekarskiej z SLD
najgorliwszym obrońcą praw "mniejszych braci".

oczywiscie nie popieram takiej teorii stosowania prawa , lecz przepisy o ruchu
drogowym zredagowane zostały na szczęście dosadnie gdyż kierowcą może być każdy
kto zda egzamin ze znajomości tych przepisów a nie ten , który ukończył studia
prawnicze
wiem z doświadczenia ,że po kuciu kodeksów kondycja marna a tu trzeba
manewrować na placu autem na egzaminie
ale popieram zwolnienie prawników z egzaminu na prawo jazdy
jak to pięknie brzmi "prawo jazdy
egzamin ten nie obejmuje znajomości orzecznictwa sądów czy też kommentarza do
ustawy o ruchu drogowym
widzę ,że masz ugruntowany pogląd dotyczący żródeł prawa , które w tym
przypadku pochodziłyby od osób (policjantów )i na wstępie rodziłyby spór

i po co

są przepisy prawa cywilnego w zakresie szkody i po co mieszać do tego kodeks
wykroczeń
co powiesz o przepisie
zabrania się : ciągnięcia za pojazdem osoby na nartach, sankach, wrotkach lub
innym podobnym urządzeniu;
który to przepis nie pozostawia wątpliwości każdemu kto potrafi czytać o co
chodzi
natomiast Szanowny Dyskutancie , gdyby kontynuować dalej wątek rozpoczęty ,
przepisy w Twoim wydaniu przeznaczone są dla prawników chociaż nie koniecznie
raczej z pożytkiem dla prawników wobec roju przewidywanych sporów
po to by żródłem prawa nie był policjant stosuje sie taryfikatory mandatów bo
każda inna forma uznaniowego traktowania wykroczenia przez osobę pozostaje w
sprzeczności z Konstytucją RP
uprzejmie informuję ,że z 1997r

hkreuz napisał:
> > Co wiecej w procesie cywilnym klient nawet nie bedzie musial mowic 'nie
> > bralem' - wyglada to tak: umowa pożyczki, której wartość przenosi pięćset
> > złotych, powinna być stwierdzona pismem. (art. 720 $ 2 kc - domyslam sie,
> ze
> > nie chodzi o kwote mniejsza). Tutaj niedochowano tej formy, czego
> konsekwencje
> > okresla art. 74 $ 1 kc: w razie niezachowania zastrzeżonej formy (pisemnej
> )
> nie
> >
> > jest w sporze dopuszczalny dowód ze świadków ani dowód z przesłuchania str
> on
> na
> >
> > fakt dokonania czynności. Nastepny przepis dotyczy pewnych wyjatkow, na kt
> ore
> > jednak nie nalezy liczyc. Tak wiec - goscia nie bedzie mozna przesluchac '
> na
> > fakt dokonania czynnosci'
> Szpunar A. artykuł PiP 1992/12/30 - t.5
> O umowie pożyczki.
>
> Dopuszczalny jest dowód zeznań świadków i przesłuchania stron na fakt
zawarcia
> w formie ustnej umowy pożyczki między członkami rodziny lub najbliższymi
> krewnymi. [...]

To zdanie doktryny - w orzecznictwie znalazlem tylko uchwale SN z 1986r. ktora
dopuszczala dowod gdy umowa byla zawarta miedzy rodzenstwem (chodzi to o
szczegolne okolicznosc z $3 bodajze) NIe sadze aby w praktyce sady czesto
korzystaly z tej mozliwosci, tym bardziej, ze nie wiadomo jak bliskie stosunki
laczyly autorke watku z tym kolesiem.

Oczywiscie, ze chodzi glownie o kase. To nic odkrywczego. Chyba w 90% procesow
cywilnych chodzi o kase. (pozostale 10% to przeprosiny). Ale dodatkowo chodzi
tez o cos innego. O ustalenie, jaka umowe zawarly w rzeczywistosci obie strony.
(O prace czy o dzielo).Jezeli w naglowku umowy napiszesz ze jej przedmiotem jest
wypozyczenie roweru, a w warunkach umowy napiszesz, ze osoba ktora rower otrzyma
musi zaplacic przy odbiorze bezzwrotna kaucje i nie ma obowiazku zwracania
roweru to de fakto chodzi o sprzedaz tego roweru. Podobnie jest w tym przypadku.
Czy nam sie podoba czy nie, kodeks pracy jest obowiazujacym prawem i dopoki nie
zostanie zniesiony powinien byc przestrzegany. Przyklad z kredytem jest niezly,
ale ja nie jestem wcale pewien, czy te dwie sprawy mozna porownywac. Zdarza sie
ze postanowienia intercyzy (umowy przedslubnej, albo testamentu) sa przez sad
podwazane jako niezgodne z prawem. A tez moglo by sie wydawac, ze umowa to
umowa, albo ostatnia wola zmarlego jest "swieta". Funkcjonujacy system prawny
to nie tylko zbior paragrafow, ale tez orzecznictwo, ktore te paragrafy w
konkreknych przypadkach wypelnia zyciem i (w zalozeniu) stara sie znalezc
rozwiazanie, ktore obie strony sa w stanie zrozumiec i zazkceptowac. Dlatego
nie chodzi tu o zadna komune, tylko o ciekawy problem prawny. Nie bez powodu
adwokaci zarabiaja takie pieniadze. Materia jest czasem bardzo skomlikowana.
(Tu adwokat na zbadanie sprawy wzial sobie 2 miesiace, a my po 5 minut)

szczerze mówiąc własnie uczę się na cywilne, konkretnie pr. spadkowego:) do
zachowku dojde niestety dopiero koło czwartku, więc na ten temat niewiele
jeszcze wiem, z orzecznictwem jeszcze gorzej bo w ksiazce sama praktyka:/
co do wydziedziczenia, do dziwię sie że sad odrzucil wole spadkodawcy bo jesli
testament nie ma zadnych błedów i jesli wszystko bylo ok ze spadkodawca w
chwili spisania testamentu to powinno sie uszanowac jego wole.
nie wiem jakie sa przyczyny wydziedziczenia ale właściwie to spadkodawca zawsze
ma mozliwosc wydziedziczyc kogos bo nie podoba mu sie jego zachowanie, tak samo
nie wiem w jaki sposob sad moze usprawiedliwic te osoby, jesli tres
wydziedziczenia jest jasna to sad nie moze inaczej interpretowac woli testatora.

heh, mysle jednak ze najlepiej poradzi ci twoj adwokat, w koncu my tutaj sie
dopiero uczymy.
pzdr:)

Tlumaczenie (FR-PL): akty prawne
Zwracam si z prosba o pomoc jesli chodzi o tlumaczenie aktow prawnych z FR na
PL. Mieszkam w BEL i poproszono mnie o przetlumaczenie na polski wyroku
sprawy rozwodowej orzeczonej prez sad belgijski. Wyrok zawiera dosc duza
ilosc typowych francuskich sformulowan prawnych, do przetlumaczenia jakich,
slowniki nie wystarczaja.
Czy ktos byc moze tlumaczyl juz tego typu dokumenty i zechcial by mi pomoc,
albo wskazac mi gdzie mozna znalezc przyklady polskiego orzecznictwa prawnego
w sprawach cywilnych... Z gory wszystkim dziekuje!

Gość portalu: uli napisał(a):

> czerpanie wiedzy z amerykanskich filmow? to naprawde cos nowego. bylo zutaj
juz
>
> wiele "ciekawych wypowiedzi" ale ta jest super!
> dobry kawal!

Niezupelnie kawal. Czy wiesz, ze za odniesione "szkody na zdrowiu psychicznym"
sady przyznaja bardzo duze odszkodowania (compensation for psychic trauma)?
Nie widziales tego na filmach? To moze raczej poczytaj sobie orzecznictwo
wspolczesnych sadow amerykanskich w powodzwach cywilnych o podobnym charakterze.
Odszkodowania liczone sa w milionach dolarow od osoby i wyplacane. Myslisz, ze
Polacy nie przedstawia podobnych roszczen cywilnoprawnych? Niemcy to zrobia
napewno.

Nie ciesz sie za bardzo. To tylko poczatek.

Pozdrowienia
A

Zobowiązanie naturalne - jak to ładnie brzmi. Skoro już sięgnęłaś do
podręczników prawniczych, to doczytaj rozdziały o przedawnianiu zobowiązań
umownych oraz przepisy o dowodach w procesie cywilnym. Polecam też
orzecznictwo Sądu Najwyższego, wtedy dowiesz się czemu wezwanie do zapłaty
musi być wysłane listem poleconym. Poza tym polecam też rozdział o
skuteczności prawnej doręczeń. A swoją drogą, skoro już piszesz o kosztach,
które firmy windykacyjne sobie naliczają, to jest to również niezgodne z
prawem, więc firma której tak dzielnie broniłaś narzekająć na nieuczciwych
gapowiczów, po prostuwyłudza pieniądze od nieświadomych prawa ludzi. Wciąz
moralnośc Twoja i podejście do prawa zaskakuje mnie.

sdkfz1 napisał:

> csawicki napisał:
>
> > Było jakieś orzeczenie Sądu Najwyższego, że w budynku wielomieszkaniowym n
> ie
> > można się odciąć, ale nie mogę go w tej chwili znaleźć. Też miałem takie
> > zapędy, ale skończyło się na tym, że po prostu "ograniczę zużycie do
> > minimum" , a odciąć się nie odetnę.
> >
> > C.Sawicki
>

Jak zwykle można liczyć na Pana. Czy orzecznictwo jest dostępne gdzieś w
Internecie w postaci darmowej ?
> Ku pomocy :)
> Uchwała Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 28 sierpnia 1997 r.
> "Po wejściu w życie ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.
U.
>
> 1994 r. Nr 85 poz. 388 ze zm.) właściciel lokalu nie może bez zgody
pozostałych
>
> właścicieli odłączyć swojego lokalu mieszkalnego od zainstalowanej w budynku
> sieci centralnego ogrzewania i przy jej wykorzystaniu zastosować inny rodzaj
> ogrzewania."
>
> pzdr.
> sdkfz1
>

to jest beton !
Gminne jednostki zarządzajace NIELEGALNIE nieruchomościami wspólnot
to beton trudny do skruszenia. Należy przede wszystkim posiąść
wiedzę z zakresu ustawy o własności lokali, gospodarki
nieruchomościami, gospodarki komunalnej,kodeksu cywilnego, ustawy
antykorupcyjnej, raporty NIK, RIO, orzecznictwo sądowe.
Potem przekonać innych właścicieli nieruchomości i użyć podstępu
żeby pozbyć się "darmozjadów", albo samodzielnie toczyć walkę
zaskarżając do sądu wpierw wszystkie uchwały właścicieli ( niezbędna
wiedza kodeksu postępowania cywilnego )
Zawsze trzeba mieć świadomość, że ma się za przeciwnika osobę prawną-
GMINĘ czyli sztab urzędasów działających przede wszystkim we własnym
interesie.

i orzecznictwo :
2001.04.27 wyrok SN III CKN 21/99
Z przepisów kodeksu cywilnego regulujących współwłasność nie wynika, aby
współwłaściciel miał uprawnienie do korzystania tylko z takiej części wspólnej
rzeczy, która odpowiada wielkości jego udziału.
2002.07.30 postanow. SN IV CKN 1226/00 OSNC 2003/7-8/113
Zasadność kwestionowanej przez współwłaściciela wysokości obciążających go
wydatków i innych ciężarów, a także powinności biernego zachowania się,
określonych przez sąd orzekający na podstawie art. 11 ust. 2 ustawy z dnia 24
czerwca 1994 r. o własności lokali (jedn. tekst: Dz. U. z 2000 r. Nr 80, poz.
903), podlega ocenie według przepisów kodeksu cywilnego o współwłasności.

bohdan8080 napisał:

> asam11 - oczywiście , że jest potrzebna i to na konkretnego zarządcę :
> umowę bowiem podpisują wszyscy właściciele ( bądź ich pełnomocnik lub
> pełnomocnicy ) z konkretnym zarządcą ( osobą fizyczną lub prawną ) ; wiem ,
że
> różni eksperci twierdzą inaczej - ale się mylą ; proponuję poczytać
> orzecznictwo ; pozdrawiam

Powierzenie zarządu osobie fizycznej lub prawnej jest szczególnym elementem
określenia sposobu zarządu. Określenie sposobu zarządu może nastąpić w drodze
umowy - art. 18 ust.1 uowlok albo na podstawie uchwały ust. 2a tegoż. art. 18
uowlok. Umowa wymaga zgody wszystkich ja podpisujących ale uchwała już nie -
wystarczy większość udziałów, patrz. art. 23 ust.2 uowlok. Pełnomocników wybrać
można też w drodze uchwały. (Zaznaczam,że pieniędzy na ksero ani koperty ze
znaczkami nie wyślę ale o czym naprawdę mowa w tym orzecznictwie to chętnie bym
sie przekonał - moze jakiś skan?).
Gdyby ustawodawca cokolwiek uzależnił od zgody wszystkich właścicieli to
groziłoby to paraliżem. Co, jeśli nie ma zgody? Albo własciciel za granicą?
Tylko sąd? Po to jest ta ustawa, żeby w majestacie prawa odejść od bardzo
krępujących zasad kodeksu cywilnego.
Pozdr.

koszty ogólne nieruchomosci zostały wyliczone w zawiadomieniu
mogę je skrótowo zprezentowac al ełatwiej zerknąć w projekt uchwały

w malejącej kolejności wg wartości kosztów nieruchomości wspólnej:
ochrona 96000
zarzad i administracja 84912,92
czystosc cześć wspólna 69653,35
energia elektryczna - część wspólna (nie mieszkania nie garaż: zewnętrzne,
klatki, windy) 58000
CO cześci wspólnej 37000

itd
w sumie 495 651,75

te wszystkie koszty na które składa się KAŻDY lokal zgodnie z udziałem w
nieruchomości wspólnej (proporcjonalnej do powierzchni) zgodnie z Ustawą o
Własności Lokali, kodksem cywilnym i orzecznictwem sądów

pozdrawiam

Prawdę powiedziawszy nie wiem w jakim celu przetłumaczyłeś mój post napisany i
tak dość przystępnym językiem.
Proszę tylko nie wprowadzaj "ludu" w błąd bowiem zasiedzenie funkcjonowało także
w PRLu na tyle normalnie na ile normalny obrót w okrsie tym mógł funkcjonować.
Po pierwsze dlaczegóżby np. sąsiad nie mógł zasiedzieć drugiemu kawałka pola?
Trudno w takich przypadkach uzasadnić przerwanie biegu zasiedzenia okresem
komunizmu. Przecież za procesowanie się z sąsiadem nie sadzano do więzień.
Po drugie prawo cywilne zna przypadki zawieszania jak i przerywania biegu
terminów w tym także terminów zasiedzenia (art. 121 pkt 4 kc, art. 123 kc ).
Pamiętajmy, że proces mozna prowadzić korespondencyjnie równiez z zagranicy, a
do przerwania biegu zasiedzenia wystarcza np. wystąpienie z powództwem o wydanie
nieruchomości.
W przypadku zaś gdy zasiadującym był Skarb Państwa, to należy pamiętać, iż do
zasiedzenia prowadzi posiadanie nabyte na drodze cywilnoprawnej (dominium).
Natomiast zgodnie z orzecznictwem SN posiadanie objete w drodze tzw. imperium,
czyli przy zastosowaniu przymusu państwowego (upraszczam) co do zasady nie
prowadzi do zasiedzenia.
Oczywiście w przypadkach gdy dana osoba z przyczyn obiektywnych (np. groźba
represji)nie mogła dochodzić swoich praw w okresie PRLu Sądy często biorą te
okolicznosci pod uwagę uznając, iż terminy nie biegły lub ich bieg został
przerwany. Ale uwaga zgodnie z ogólnoprzyjętym poglądem wszelkie tego typu
przeszkody ustały w roku 1990. Polecam zapoznanie się z bogatym orzecznictwem SN
w tym zakresie.

moze wyrazilem sie niezbyt jasno. Chodzilo mi o to ze jesli od dnia w którym
świadczenie stało się wymagalne do dnia orzeczenia sądu , czyli wydania wyroku
mineło 3 lata to jest sprawa przedawniona. Slowo "zasądzenia" jest niepotrzebne
i wkradlo sie przez przypadek widac.
Reasumujac. Przedawnienie w tym przypadku wynosi 3 lata. A termin ten plynie od
nastepnego dnia w ktorym powinno byc swiadczenie spelnione. Okolicznosc te
mozesz podniesc w sprzeciwie od wyroku zaocznego, z tym ze obawiam sie ze moze
byc ciut za pozno bo masz na to 7 dni. Jezeli termin ten minal mozesz wnosic
jedynie o przywrocenie terminu ale nie musi byc to uwzglednione.
Wszystkie te sprawy reguluja 2 ustawy. Kodeks postępowania cywilnego (w skrocie
kpc). np odnosnie wyroku zaocznego art. 339-349
Oraz kodeks cywilny (kc) np. odnosnie terminu przedawnienia art. 117 i nastepne.
Warto tez zajrzec do orzecznictwa Sadu Najwyzszego.

Sprawdziłem i wygląda na to, że nie wydano zezwolenia na sprzedaż alkoholu pod
tym adresem.
Dlatego proponuję Państwu wystąpić z pisemnym wnioskiem do Państwowego
Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego we Wrocławiu o sprawdzenie, czy poziom
hałasu w Waszych mieszkaniach pochodzący z kawiarni przekracza w godzinach
obowiązywania ciszy nocnej dopuszczalne normy.
Przyjadą, pomierzą i obciążą kosztami badań włściciela kawiarni oraz wydadzą
decyzję zobowiązującą go do zaniechania naruszeń prawa.
Naruszenie nietykalności mieszkania jest przez orzecznictwo pojmowane w
aspekcie niematerialnym, jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w
sferę nie samej „substancji mieszkaniowej” lecz w sferę określonego stanu
psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie
bezpiecznego i niezakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje
swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność.(wyrok sądu apelacyjnego
z 29 grudnia 2000r, sygn. akt I ACa 910/00)
Prowadzenie kawiarni jest formą korzystania z rzeczy,
realizacją uprawnień właścicielskich i jeżeli przekracza przeciętną miarę, to
tego rodzaju żądanie (roszczenie o przywrócenie stanu zgodnego z prawem i
zaniechanie naruszeń) ma podstawę w przepisach art. 144 oraz art.. 222 § 2
kodeksu cywilnego.

Człowieku! te trzy metry robią ci taką różnicę? :-)A teraz na poważnie:
najpierw czyta się umowy, a potem podpisuje. Jesteś w zasadzie na przegranej
pozycji, bo podpisałes umowe w takim, a nie innym kształcie. Mógłbyś spróbowac
przed sądem powoływac się na błąd - art. 84 Kodeksu cywilnego, ale nasze
orzecznictwo przyjmuje, że nie można powoływac się na błąd w sytuacji, gdy
podpiszę się umowę nie znając jej treści. Zatem krucha sprawa. Developerzy są
Panami sytuacji i to oni narzucają nam warunki. Godzisz się, to podpisujesz
umowę, nie godzisz się, to nie kupujesz mieszkania. Takie są zasady rynku. A
jeśli chodzi o ten metraż, to mogę cię pocieszyć (albo zmartwić), że z reguły i
tak są zapisy w umowach developerskich, że ostateczny pomiar mieszkania nastapi
po jego wybudowaniu, a to oznacza, że np. płacisz za 80 m, a ostatecznie
otrzymujesz 77 m, bo trochę grubsze ścianki działowe wyszły...

Regulaminy zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków w świetle orzecznictwa
sądów administracyjnych
CYTAT:
Podsumowując powyższe rozważania należy stwierdzić, że problematyka
opracowywania i uchwalania regulaminów zaopatrzenia w wodę i odprowadzania
ścieków jest jedną z bardziej złożonych w polskim systemie prawnym, wymagającą
jednoczesnego uwzględnienia instrumentów administracyjnych, cywilnych i
konstytucyjnych. Jednocześnie z przedstawionego zestawienia poglądów wynika, że
w orzecznictwie główny nacisk został położony na ochronę indywidualnych
odbiorców. Oprócz tego zawsze należy pamiętać o tym, że regulaminy zaopatrzenia
w wodę i odprowadzania ścieków nakładają także obowiązki na podmioty świadczące
usługi w tym zakresie, a umowy zawierane między innymi przy uwzględnieniu
postanowień omawianych przepisów prawa miejscowego są klasycznymi czynnościami
dwustronnymi. Dlatego też biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności podnoszone w
tym opracowaniu de lege ferenda należałoby postulować doprecyzowanie rozwiązań
prawnych w omawianym zakresie, w szczególności przez jednoznaczne rozgraniczenie
tych elementów, które powinny znaleźć się w umowie, od tych zastrzeżonych dla
przepisów prawa miejscowego. Takie doprecyzowanie obowiązujących rozwiązań
niewątpliwie wpłynęłoby na bezpieczeństwo obrotu prawnego.

Najczęściej nie sa winni komornicy, lecz prawo egzekucyjne. Mamy model
egzekucyjny z 1964 roku (kodeks postępowania cywilnego) z kosmetycznymi
zmianami. Wiele nie pasuje do obecnej rzeczywistości społeczno-gospodarczej.
Wiele przepisów jest martwych. Komornik nie ma jak ich stosować, a nawet sądy
nie wiedzą co z tym zrobić. Orzecznictwo jest sprzeczne. Czy masz jakieś
pomysły na prawo egzekucyjne? Jeżeli prawo jest do kitu, to komornik działa w
schizofrenii i wierzyciel baranieje, ale dłużnik najczęściej się cieszy...
Jesteś po stronie dłużników czy wierzycieli?

Nie wiem, czy p.B jest winny: znam natomiast p. sędziego Kiełbasę od najgorszej
strony. Jeżeli w ustnym uzasadnieniu oznajmił, ze nie ma najmniejszych
watpliwości itd.itd można się spodziewać, że jest w sam raz na odwrót.

W sądach rejonowych orzekają niekiedy nowicjusze bez żadnego doświadczenia
życiowego, bubki i ambicjonerzy żądni poklasku otoczenia czy pożal się
Boże, "opinii publicznej". Jest od pokoleń prawidłowością, że spośród młodych
adeptów sztuki prawniczej najlepsi idą do wydziałów cywilnych, odpady- do
karnych. Powód? Kodeks cywilny to ponad tysiąc artykułów plus drugie tyle
przepisów proceduralnych, do tego orzecznictwo Sądu Najwyższego.To o wiele za
dużo dla umysłów ułomnych. Kodeks karny ma ich 10 razy mniej a orzecznictwem
można sobie nie zawracać wybiórczej głowy (wybiórcza-od: wybierki).

Panuje zresztą ogólna zasada bezgranicznego zaufania do bzdur, nierzadko
będących osnową aktów oskarżenia ergo do prokuratorów, nierzadko kolezków i
koleżanek ze studiów albo aplikacji.
Pech oskarżonego B. polegał na tym, że nie by atakowany o wielomiliardowe
przekręty ani np. o szpiegostwo. Wówczas trafiłby przed trybunały wyższego
stopnia, gdzie zwykle zasiadają sedziowie bardziej doświadczeni, wolni od
niewyżytych kompleksów i bezstronni.
Panie B., popraw się pan a następnym razem nie będzie takich kłopotów!

To nie jest tak do końca. Masz pewne możliwości dochodzenia swych praw na
drodze sądowej. Orzecznictwo sądowe traktuje konkubinat jako swego rodzaju
spółkę cywilną. Są też projekty zapisania konkubinatu jako instytucji, ale
kościół robi problemy. Można taką sprawę wygrać.
Jeśli czujesz się na siłach walczyć przed sądem, to idź po radę do prawnika.
Nawet wykorzystywanie zaangażowania uczuciowego i utrzymywanie partnera w
złudnym przeświadczeniu, iż zawrze się z nim związek małżeński jest
przestępstwem z któregos tam artykułu kodeksu karnego.

Zamiat kasacji proponuję złożyć pozew o ustalenie nieważności bezwzględnej
niektórych, bądź wszystkich postanowień statutowych / pozew na podstwie art.
189 kpc/ - tylko przy okazji wnosić o rozpatrzenie pozwu do innego sądu
okegowego np. do Katowic, bo tam, jak wynika z orzeczctwa najlepiej znają się
na rzeczy.

Uchwały organów spółdzielni stanowią w istocie czynności prawne (por. orz. SN z
dnia 26.09.1969r.). POdobnie należy traktować postanowienia statutów
spółdzielni.
Przeważający w piśmiennctwie prawniczym, a w orzecznictwie sadowym wyłączny
jest pogląd, że uchwały organów spóldzielni wywołujące skutki prawne sa
czynnościami prawnymi w rozumieniu prawa cywilnego (uch. SN z 4.04.1990)

W roku 1995 Sąd Apelacyjny w Katowicach w orzeczeniu z dnia 13.12.1994r. np.
stwierdził, że uchwała podjeta przez zebranie przedstawcieli podlega, na
podstawie ar. 42 pr. spółdz. uchyleniu jako niezgodna z przepisami prawa, bo
podjęta została przez organ powołany na podstawie regulacji statutowej nie
opowiadającej bezwzględnie obowiązującemu art. 37 § 1 prawa spółdz. Zmiana
statutu w kwestionowaej formie, miomo że zosała zarejestrowana, nie stanowi o
jej ważności, ponieważ rejestracja wadliwego statutu, wynikająca z przeocznia
przez sąd rejestrowy jego braków, nie snuje zaistniałej niezgoności z prawem.

"Posiadacz nieruchomości nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli
posiada nieruchomość nieprzerwanie od lat dwudziestu jako posiadacz samoistny,
chyba ze uzyskał posiadanie w złej wierze (zasiedzenie). Po upływie trzydziestu
lat posiadacz nieruchomości nabywa jej własność, choćby uzyskał posiadanie w
złej wierze. W orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że osoba, która weszła w
posiadanie nieruchomości na podstawie umowy zawartej bez zachowania formy aktu
notarialnego, nie jest posiadaczem w dobrej wierze i nie może skorzystać z
krótszego terminu zasiedzenia.

Zasiedzenie, tak jak i dziedziczenie, następuje z mocy samego prawa. Natomiast
stwierdzenie nabycia własności przez zasiedzenie następuje na podstawie
orzeczenia sądowego wydawanego w trybie nieprocesowym na podstawie art. 609-610
kodeksu postępowania cywilnego.

W celu stwierdzenia zasiedzenia należy wnieść do sądu rejonowego właściwego ze
względu na miejsce położenia nieruchomości wniosek o stwierdzenie zasiedzenia
własności. Z wnioskiem takim może wystąpić każdy zainteresowany. Jeżeli
wnioskodawca nie wskaże innych zainteresowanych, sąd przed wydaniem orzeczenia
musi wezwać innych zainteresowanych przez ogłoszenie. Ogłoszenie takie powinno
zawierać dokładne określenie nieruchomości oraz imię i nazwisko jej posiadacza.
Jeżeli w terminie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia nikt się nie zgłosi albo,
zgłosiwszy się, własności nie wykaże, sąd wydaje postanowienie o stwierdzeniu
nabycia własności nieruchomości przez zasiedzenie, pod warunkiem że wszystkie
przesłanki zasiedzenia zostały wykazane przez wnioskodawcę."

Wg mnie wszystkie postanowienia umowne o zakazie sprzedaży czy
zakazie innego rozporządzania pozbawione są jakiegokolwiek skutku
prawnego - zatem odpowiedź moja: nie wolno zakazać sprzedaży ani
inaczej zakazać rozporządzania własnością (z wyłączeniem postanowień
sądów czy innych organów - to inna sprawa i tu sytuacja kształtuej
się inaczej ale jak rozumiem nie jest to przedmiotem Twoich
rozważań)).

Można natomiast ustanowić prawo odkupu (tutaj prawo sprzedającego
zadziała w oznaczonym terminie) albo prawo pierwokupu (tu kiedy Ty
zadziałasz z chęcią sprzedaży musisz się liczycz tym, że powinieneś
zaoferować przedmiot uprawnionemu z tyt. pierwokupu) - te instytucje
przewidziane są w kodeksie cywilnym.

A, ponieważ mowa o pierwokupie na rzecz osoby innej niż Skarb
Państwa, Gmina, inna jednostka, ANR itp - sprzedaż z pominięciem
uprawnionego będzie ważna ale może to rodzić skutki odszkodowawcze
(chyba, że ostatnio coś innego wynika z orzecznictwa).
Pzdr.

:)

Tłumaczenie napisów nie jest zabronione wyrokiem Sądu Najwyższego:
Sąd Najwyższy: Wyrok z dnia 23 stycznia 2003 r., II CKN 1399/00
Dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego
opracowania jako całości. A więc można je rozpowszechniać bez zgody producenta,
bo właścicielem praw autorskich jest tłumacz.

prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/wyrok;sn;izba;cywilna,ic,ii,ckn,1399,00,5568,orzeczenie.html?
szukaj=opracowanie+film

tygrysica_krakow napisała:

> A co w wypadku gdy ojciec nie interesował się małą i jest dla niej w pewien
> sposób obcy?? Chyba nie każą mi dawać mu jej na ferie???? Ona ma 2 lata
byłaby
> przerażona nieobecnoscią matki poza tym ojciec dopiero teraz zaczął ją
> odwiedzać... Bo mu sąd kazał...

odp: ....jak sąd mu kazał, nie rozumiem tego? Co do wyjazu jeszcze raz
powtarzam, dla własnego spokoju sumienia proponuje zrobić jak poprzednio
napisałem.

Jeśli chcecie ryzykować to proszę bardzo podaję orzecznictwo SN, z którego
ewentualnie mozecie się bronić:

postanow. SN III CKN 796/00

Prawo do zabrania dziecka na czas ograniczony w inne miejsce aniżeli miejsce
jego "stałego pobytu (art. 5 lit. b Konwencji dotyczącej cywilnych aspektów
uprowadzenia dziecka za granicę sporządzonej w Hadze w dniu 25 października
1980 r. - Dz. U. z 1995 r. Nr 108, poz. 528) nie podlega ochronie, jeżeli
zabranie dziecka byłoby szkodliwe dla jego dobra.

postanow. SN I CKN 23/99 OSNC 1999/11/188

Wykładni postanowień art. 13 Konwencji z dnia 25 października 1980 r.
dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę (Dz. U. z 1995 r.
Nr 108, poz. 528 i 529) co do okoliczności uzasadniających odstąpienie od
obowiązku wydania dziecka bezprawnie uprowadzonego lub zatrzymanego należy
dokonywać uwzględniając generalną dyrektywę "dobra dziecka" w ujęciu Konwencji
z dnia 20 listopada 1989 r. o prawach dziecka (Dz. U. z 1991 r. Nr 120, poz.
526).

babczyk , miły z Ciebie facet - ale czasem marudzisz ; takie jest prawo - ale :
niekorzystna dla 3-go budynku uchwała podjęta bez zebrania ( w trybie
obiegu ) , mimo formalnej poprawności - zawsze może być zaskarżona do sądu z
takiego oto powodu ( o ile dotyczy ona poważnej - szczególnie w wymiarze
finansowym - kwestii ) : normalnym trybem podejmowania uchwał są zebrania - tam
właściciele mogą wymieniać się argumentami i przekonywać do swoich racji ;
zarząd - jeżeli zdecydował się na tryb obiegowy - być może chciał uniknąć
krytycznej dla swoich propozycji dyskusji ; itd ... I TERAZ UWAŻAJ :
argumentacja w tym duchu , podparta pomocniczym przywołaniem art. 5 kodeksu
cywilnego , może spowodować , iż sąd uzna , że bez wystarczającej potrzeby
zastosowano tryb obiegowy i uchwałę - ze względu na tryb podejmowania jej
obiegiem bez nagłej konieczności - uchylić . Do przeprowadzenia takiej
konstrukcji procesowej potrzebny jest jednak prawnik-artysta ; poczytaj
orzecznictwo SN do art. 5 k.c.;
natomiast jeżeli taka uchwała została podjęta na zebraniu - no cóż , dla 3-go
budynku pozostaje ino podział wspólnoty - ale to finansowe szaleństwo

dla tych wszystkich , którzy usiłują znaleźć w przepisach prawa to , co im się
wydaje - nie widząc i rozumiejąc tego , co jest zapisane :

z uzasadnienia uchwały pełnego składu Izby Cywilnej z dnia 14 października 2004
r., III CZP 37/04 :

W doktrynie i w orzecznictwie trafnie akcentuje się prymat wykładni językowej
nad pozostałymi rodzajami wykładni, tj. systemową i celowościową. Jednocześnie
przyjmuje się słusznie, że w wyjątkowych sytuacjach wolno odstąpić od
literalnego znaczenia przepisu. Może to mieć miejsce, gdy wykładnia językowa
pozostaje w oczywistej sprzeczności z treścią innych norm, prowadzi do
absurdalnych z punktu widzenia społecznego lub ekonomicznego konsekwencji,
rażąco niesprawiedliwych rozstrzygnięć lub pozostaje w oczywistej sprzeczności
z powszechnie akceptowanymi normami moralnymi (por. np. wyrok Trybunału
Konstytucyjnego dnia 28 czerwca 2000 r. K 25/99, OTK 2000, nr 5 poz. 141 oraz
wyroki Sądu Najwyższego z dnia 8 stycznia 1993 r., III ARN 84/92, OSNC 1993, nr
10, poz. 183, z dnia 8 maja 1998 r., I CKN 664/97, OSNC 1999, nr 1, poz. 7,
uchwały z dnia 3 listopada 1997 r., III ZP 38/97, OSNAP 1998, nr 8, poz. 234,
z dnia 8 lutego 2000 r., I KZP 50/99, OSNKW 2000, nr 3-4, poz. 24 i uchwała
składu siedmiu sędziów z dnia 25 kwietnia 2003 r., III CZP 8/03, OSNC 2004, nr
1, poz. 1).

Dodam jeszcze, ze w procesie stosowania prawa b. istotna jest tzw.
wykladnia...Sa to m.in. rozne typu wyroki sadowe (jak Twoj co do Nicole), ale
takze opinia RJP, ktora konkretyzuje wspomniany przeze mnie art. 55 i stanowi
tym samym srodek pomocniczy w zastosowaniu ustawy Prawo o aktach stanu
cywilnego. Z orzecznictwa pozwole sobie przypomniec wyrok sprzed ladnych juz
paru lat (niestety nie mam pod reka sygnatury) o zmianie imienia dziecka
(Kleopatra, rodzice "odkryli", ze dziewczynka w ich odczuciu moze nie byc zbyt
urodziwa) i uzasadnienie sadu o osmieszajacej roli imienia. Moze Gaudencja
moglaby odnalezc ten wyrok???

W praktyce orzecznictwa Samorządowego Kolegium Odwoławczego zdarza
się uchylanie decyzji o opłatach. W wypadku terenów m.st. Warszawy
ostatnia aktualizacja czynszów dzierżawnych miała miejsce znowy nie
tak dawno - bo w zeszłym roku. Rzeczoznawca (wybrany w przetargu,
oferował najniższą cenę, a więc też i jakość usługi) troszeczkę
nafantazjował w operatach szacunkowych i nawet niefachowiec może to
wykazać. Po prostu można powiedzieć, że w roku 2009 nie sprzedano na
Sadach Żoliborskich żadnego gruntu, więc nie wiadomo, jaka jest tu
cena metra kw. ziemi.
Po pozytywnym dla dzierżawców orzeczeniu SKO zwykle jest już tylko
gorzej. Urząd odwołuje się do sądu cywilnego, ze wszystkimi tego
kodeksowymi konsekwencjami. Dzierżawca automatycznie staje się
powodem i musi wnieść opłatę sądową (to procent od wartości sporu,
czyli działki hipotecznej), następnie, niezależnie od końcowego
wyniku pokrywa wynagrodzenie biegłego, który na polecenie sądu
przygotuje nowy operat z wyceną, a dodatkowo reguluje koszty
postępowania.
W sumie może okazać się, że za zaoszczędzenie rocznie na opłacie
dzierżawnej 200 zeta - trzeba wybulić z 10-15 tys. kosztów.

To nic nadzwyczajnego...
Taki wyrok nie powinien nikogo dziwić. Kodeks postępowania administracyjnego ani
żadna inna procedura (cywilna czy administracyjna) przewidują ściśle określone
sposoby doręczeń, które zapewniają stronie chociażby możliwość ustosunkowania
się do pisma (wezwania, itp.). Wyrok WSA w Bydgoszczy oczywiście nie wiąże
innych organów oraz sądów, ale z pewnością stanowi pewien precedens i może
zapoczątkować nową linię orzecznictwa w podobnych sprawach. Panowie z MZD będą
musieli dostosować się do warunków demokratycznego państwa prawnego - szkoda
tylko, że dopiero po 15 latach istnienia III RP. No cóż... lepiej późno niż wcale!

Postępowanie karne można zawiesić li tylko wtedy gdy istnieje przeszkoda
uniemożliwiająca jego prowadzenie (ukrywanie się oskarżonego lub jego ciężka
choroba zwłaszcza psychiczna) a toczący się równolegle proces karny innej osoby
taką przeszkodą nie jest. Nie zamierzam dyskutować czy jest to słuszne
rozwiązanie.
Ponadto zwracam uwagę, że choć w Polsce nie ma prawa precedensowego sądy winny
stosować się do orzecznictwa Sądu Najwyższego - jeśli SN wypracował opinię,
że "przestępca = skazany" (a świadczyć może o tym choćby wynik sprawy
cywilnej) to sądy niższej instancji nie powinny od tego odstępowac.

krystian71 napisała:

> stosujesz te same demagogiczne argumenty co Zoll.
> Nie zauwazyles tego?
> Jesli ktos jest za rozszerzeniem granic obrony koniecznej, przypisujesz mu
> latke zwolennika linczow.
> Przypadek z wlodowy jest troche nietypowy, a tymczasem pelno jest historii
> gdzie sie niszczy ludzi tylko dlatego, ze w obronie swojego mienia czy zycia
> rodziny staneli,

Część jest prawdziwa (niestety) część nie - ja z definicji nie wierzę w tym
zakresie prasowym relacjom. Kilka różnic pomiędzy wytestowałem juz "na żywo".

> Nie wiem, moze wystarczyloby tylko innne rozlozenie akcentow, nie uznawanie a
> priori kazdego broniacego sie za przestepce, odrzucanie pozwow przestepcow,
> ktorzy w trakcie dokonywania swych czynow uszczerbek poniesli,

To jest niestety domena prokuratorów, którzy akty oskarżenia kierują "na
wszelki wypadek" - niech to sąd rozstrzyga. Ponadto czasami ma miejsce "zza
biurkowa" ocena zdarzenia. Wszystko to jednak może i powinno skorygować
orzecznictwo - zresztą SN w tym zakresie jest nienajgorszy. Prawo akurat
wystarcza.

> Trzeba choc troche wczuc sie w opinie spoleczna i widziec jak normalnym
> ludziom,gdy slysza o czyms takim robi sie czerwono w oczach i jakie opinie
nt
> sadow i tamzatrudnoionych pod nosem mamrocza.
> Potem nie byloby zdziwienia,ze wybory wygrywa nie ten co powinien
To niestety nie tak - w sądzie zawsze będą niezadowoleni - w cywilnym tak z 50
% ;-). A to co robi Ziobro to niestety demagogia.

> Więc wyjaśnij mi po co w wyroku ta wzmianka o odśnieżaniu dachu jeśli z tego
> co
> mówisz sam ubezpieczony dokonał odśnieżania gdy tylko to było możliwe ?
No widzisz - bo to wlasnie jest jedno zdanie z calego orzecznictwa. I na nim
nie mozna oprzec opinii o wyroku.
Sprawa dotyczyla odszkodowania za szkody jakie poczynil snieg na dachu MTK.
Orzeczenie wiec, iz uzytkownik nie jest zobowiazany do odsniezania dachu
dotyczy obowiazku UBEZPIECZONEGO. A nie zarzadcy jako takiego.
Linia obrony polegajaca na wykazaniu, iz przez zaniedbania doprowadzono do
katastrofy miala raczej polegac na skierowaniu oskarzenia przeciw MTK - problem
polega na tym, ze takie oskarzenie musialoby sie odbyc w innym procesie, z
innego powodztwa i byloby to postepowanie karne a nie cywilne.
Tak wiec jako UBEZPIECZONY MTK nie mial obowiazku odsniezac dachu.

Odsniezal go natomiast dlatego, ze w przeciwnym razie, albo by to grozilo
zawaleniem calej konstrukcji i z biznesu nici, albo zamknieciem hali - do czego
tez doszlo - na czas remontu, bo mimo odsniezenia okazalo sie, ze uszkodzenia
powstaly.

> Czy naprawdę w sentencji wyroku
> musiało znaleźć się to debilne stwierdzenie że ubezpieczający się nie ma
> obowiązku odśnieżania
Ha, no wlasnie. Moim zdaniem musialo, bo taka byla linia obrony Hestii.
Sad w uzasadnieniu wyroku musi sie odniesc do tez stawianych zarowno przez
obrone jak i przez podsadnego. Jesli Hestia podniosla sprawe OBOWIAZKU
odsniezania, to sad musial napisac w uzasadnieniu, ze UBEZPIECZONY takiego
OBOWIAZKU nie ma.

Inwestycje duże są negocjowane od kilkunastu miesięcy, takich decyzji przecież
firmy nie podejmują z dnia na dzień.

> Hoh... jesli chodzi o wymiar sprawiedliwości to potrzebna jest rewolucja wręcz.
> Patrząc na ilość afer w sądach i prokuraturach

W porówaniu z urzędami, lekarzami, nauczycielami liczba afer korupcjogennych w
sądach jest mała. A bierze się to głównie z tego, że orzecznictwo jest
kontrolowane (przez strony postępowania, przez sąd odwoławczy). Trudniej więc
zamieszać. Część afer też odbywa się z pominięciem sędziów (np. przekupywanie
biegłych przez adwokatów). Czarne owce też są, to przecież nie budzi
wątpliwości, ale jest to relatywnie margines. A zły odbiór sądów bierze się
głównie z przewlekłości postępowań. Ta się brała głównie ze zwiększania spraw
rozpoznawanych przez sądy i przy braku inwestycji w infrastrukturę. Od pewnego
czasu (chociaż niekoniecznie w Warszawie) skutecznie się postępowanie usprawnia
dzięki mądrym zmianom przepisów w poprzednich kadencjach (nowelizacja kpk w
2003, nowelizacja kpc w 2004), poprawie infrastruktury, wzmocnieniach kadrowych
(asystenci, poprawa prac sekretariatów). No i nie zapominajmy, że w sprawach
karnych przy wyroku skazującym skazany zawsze jest zły "na sąd". W sprawach
cywilnych co najmniej połowa osób nie jest usatysfakcjonowana.
Do tego takie osoby jak nominantka Kaczyńskiego do KRS, która nie zrzekła się
immunitetu, też obrazu sądów nie poprawią przecież.

może wreszcie inteligentnie Magistrat zauważy
że jest zobowiązany wobec lokatorów którzy adinistracyjnie zasiedleni zostali w lokalach cudzych zamiast w gminnych-komunalnych, i które muszą opuścić teraz gdy właściciel zamierzy w nich zamieszkać.
Władza lokalna kształtuje prawo miejscowe które w oparciu o prawo ustawowe pozbawia takich lokatorów majątku jakim jest prawo najmu pierwotnie kwaterunkowego.

Polecam tu adres:
www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Orzecznictwo/SN/cyw/u_III_CZP_28_02.html,
czyli:
Sąd Najwyz.szy - Izba Cywilna
Uchwała z dnia 24 maja 2002 r. Sygn. akt III CZP 28/02
Wartość prawa najmu lokalu komunalnego, objętego podziałem majątku wspólnego, stanowi różnica między czynszem wolnym a czynszem regulowanym z uwzględnieniem Đ w konkretnych okolicznościach sprawy Đ okresu prawdopodobnego trwania stosunku najmu. -np 30 lat różnicy np.po 800 zł/mc x owe 30 lat -wyrok Sądu!
-tej to wartości lokator jest pozbawiany, a gdyby władza mieszkaniowa zrealizowała najem poprawnie tzn w zasobach włąsnych a nie cudzych, miałby lokator prawo preferencyjnego pierwokupy lokalu. -ok.15 % wart lokalu.
A tak płaci za to ze został zasiedlony w cudzym zamiast poprawnie w gminnym mieszkaniu. I naprawdę nie chodzi o to że wtedy gmin nie było......

"Podobne pytanie wpłynęło już do Sądu Najwyższego, ale do Izby Pracy,
Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych. Powstało ono na tle sprawy
wszczętej przez ubezpieczonego w postępowaniu odrębnym przed sądem pracy
iubezpieczeń społecznych. SN uznał wtedy, że nie jest to sprawa z zakresu
ubezpieczeń społecznych, słowem - nie należy ona do sądów pracy i ubezpieczeń
społecznych. W jego uchwale znalazła się natomiast sugestia, że w razie
odpowiedniego sformułowania żądań można ją skierować na drogę sądową jako
zwykłą sprawę cywilną."

należy poczekać aż na stronach www.sn.pl/orzecznictwo/index.html
zostanie uaktualnione orzecznictwo i dokłądnie zapoznać się ze zdaniem SN. W
każdym razie jest to sygnał, że ubezpieczeni podejmują działania, które ze
względu na ilość osób poszkodowanych mogą doczekac się osobnych regulacji.

Wiesława Zaleska www.epolisa.republika.pl

burlasino napisała:

> I w tym przypadku ironizowałem, bowiem zarówno orzecznictwo jako
> prejudykat oraz glossy mają niewielkie znaczenie - sądy nie są nimi
> związane. Podobnie "żartobliwa" jest kontradyktoryjność polskiego
> postępowania sądowego - sądy nadal odgrywają rolę prokuratury i
> prowadzą na sali rozpraw "śledztwa" czym ośmieszają ideę
> kontradyktoryjności.

Z pelna kontradyktoryjnością mamy do czynienia jedynie w postepowaniu cywilnym,
w postepowaniu karnym natomiast, prokurator ma obowiazek dazyc do odkrycia
"prawdy materialnej", a wiec nie moze za wszelka cene dazyc do skazania, wbrew
wszystkiemu, nawet jesli obrona popelni bledy. To na marginesie jednak.

Nie chodzi o zwiazanie sadu glosami, lecz o mity bzdury w tym watku, jakoby sadu
nie mozna bylo korytykowac, a wyrokow podwazac. Powiem wiecej, od tego wlasnie
wyroki sadow sa jawne, aby mozna bylo je krytykowac!

mn7 napisała:

> critto napisał:
>
> > Zarowno organizacje miedzynardowe, jak i Trybunal w Strasburgu potwierdzi
> ly
> > wiele razy: NIE WOLNO karac wiezieniem za znieslawienie.

> Nie kłam.

gdzie niby sklamalem? organizacje broniace dziennikarzy od dawna stoja na takim
stanowisku, chociazby Committee To Protect Journalists czy organizacja, ktora
rozglosila te sprawe na swiecie. Trybunal w Strasburgu tez. Nie znam dokladnego
orzecznictwa Trybunalu, ale wiem, ze tak jest: przy kazdym wyroku w sprawach o
wypowiedzi podkresla, ze nie wolno karac wiezieniem: ani za znieslawienie, ani
za zniewazenie. Poza tym, najpotezniejsze panstwo demokratyczne spoza Europy
(USA) rowniez znioslo wszelkie kary za znieslawienie (penal libel code),
wyrokiem Sadu Najwyzszego bodajze z lat 90x i przenioslo traktowanie
znieslawienia wylacznie do prawa cywilnego.

Pozdrawiam,
Critto

Przedwojenne decyzje uderzają w kiboli - strefa...
nie rozumie logiki argumentacyjnej powolujacej sie na wyrok z 1935 roku;
dlaczego prawnie mamy powolywac sie na orzecznictwo z 1935 roku, a uwazac, ze
orzecznictwo np. z roku 1951 jest niedozwolone. czy prawodawca nie powinien
raz na zawsze przekreslic waznosc orzecznictwa np. do 1989 i automatycznie
wprowadzic takie regulacje prawne, ktore nie pozwalalby na stan prozni
jurysdykcyjnej i ustanowic nowy komplementarny kodeks (zarowny cywilny jak i
prawny), ktory bylby instrumentem podstawy intepretacyjnej dla sadow w Polsce
po 1945 roku?

Nie, nie, nie... to nie jest tak. Brane sa pod uwage mozliwosci finansowe obojga
rodzicow! Jesli ojciec udowodni, ze jego mozliwosci finansowe wystarczaja
wylacznie na pokrycie potrzeb zwiazanych z utrzymaniem jego obecnej
rodziny...... to jak wyzej.

Ja Ci zycze, zeby Ci ten sad alimenty zasadzil, ostrzegam jednak, ze mozesz miec
sporo z tym zachodu. Ponadto wyrok to jedno a egzekucja to drugie.
Dlatego moja rada nie zasiegac opinii na forach, bo - jak widzisz - kazdy tutaj
wie nalepiej i kazdemu "sie zdaje", tylko udac sie do adwokata, ktory
specjalizuje sie nie tylko w prawie rodzinnym i opiekunczym ale i cywilnym
prawie miedzynarodowym. Dobrze, zeby wiedzial jakie zwyczaje panuja w tego typu
orzecznictwie w Niemczech.

No niekoniecznie przepadło. Do podziału składników majątku nabytego w trakcie
konkubinatu zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego stosować można odpowiednio
przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu, albo o spółce cywilnej. No bo jak np.
rozliczyć fakturami zwrot nakładów poczynionych na mieszkanie drugiej strony.
Jeśli jakieś składniki majątku są współwłasnością można dochodzić zniesienia
współwłasności.
A co do składników nabytych na rzecz konkretnej osoby, za jej własne środki, to
stanowią jej własność, i jeśli druga strona nie chce ich oddać do przysługuje
właścicielowi roszczenie o wydanie.

carolineire napisała:

> a co z ekspektatywa ? nie moglaby miec w tym przypadku
> zastosowania ?

mogłaby ...

prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/postanowienie;sn;izba;cywilna,ic,i,ca,1,01,3916,orzeczenie.
html

Pierwsze jest to:

"„...Obowiązek alimentacyjny doznaje ograniczenia w zasadzie, w myśl której
uprawnionym do świadczeń alimentacyjnych jest tylko ten, kto znajduje się w
niedostatku (art. 133 § 2 kro). Ograniczenie to nie dotyczy jednak uprawnień
alimentacyjnych dzieci względem rodziców do czasu uzyskania przez nie
samodzielności oraz małżonków między sobą w czasie trwania małżeństwa. Ponadto
zgodnie z utrwaloną w orzecznictwie zasadą małoletnie dzieci mają prawo do
równej stopy życiowej z rodzicami. Konsekwencją tej zasady jest to, że rodzice w
żadnym razie nie mogą uchylić się od obowiązku alimentacyjnego względem dziecka,
które nie może utrzymać się samodzielnie, tylko na tej podstawie, że wykonywanie
obowiązku alimentacyjnego stanowiłoby dla nich nadmierny ciężar. Rodzice muszą
więc podzielić się z dzieckiem nawet najmniejszymi dochodami….” (Uchwał Pełnego
Składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z dnia 9 czerwca 1976 r. III CZP 46/75,
OSNCP 1976/9 poz. 184)"

a drugie:
"Ocena możliwości zarobkowej w sensie art. 135 § 1 k.r.o. nie może się wyrażać w
wymaganiu aktywizacji działalności zarobkowej z uszczerbkiem dla zdrowia. Przy
ocenie zakresu obowiązku alimentacyjnego należy brać pod uwagę także
usprawiedliwione potrzeby własne zobowiązanego (orz. SN z dnia 28 listopada 1975
r., III CRN 330/75, nie publ.)"

I to jest chyba na tyle.

Źródła! Źródła!
Pan Osiatyński napisał:

>>>Jest oczywiste, że media powinny być odpowiedzialne za to, co
głoszą. Warto jednak przypomnieć, że w demokracji standardy
postępowania wobec osób prywatnych i sprawujących władzę są
odmienne. A więc dziennikarz ma prawo oskarżyć polityka, a ten
może go pozwać, gdy udowodni nie tylko, że informacja podana
przez dziennikarza jest fałszywa, ale że ten podał ją świadomie
i celowo by mu zaszkodzić.<<<

Czy Pan Osiatyński zechciałby wskazać żródła powszechnie
uznawanej wiedzy o TAKICH KONKRETNYCH standardach demokracji? Ja
bowiem uważam, że żadne takie standardy NIE ISTNIEJĄ.

Z odmienności statusu osoby prywatnej i publicznej w demokracji
WCALE NIE WYNIKA, iż polityk może pozwać dziennikarza dopiero
wtedy, gdy ten skłamał po to, by politykowi zaszkodzić. A jak
skłamał z innych powodów? A jak jest dziennikarzem nieuczciwym -
bo wraz ze swoją redakcją bierze podmiotowy udział w grze
politycznej? Albo po prostu został skorumpowany? Przecież to
jest praktycznie nie do udowodnienia.
Na szczęście w Polsce obowiązuje nie "lex Osiatyński", tylko
kodeks cywilny, wsparty orzecznictwem Sądu Najwyższego, z jego
znamiennym niedawnym wyrokiem w sprawie "Życie" kontra
Kwaśniewski.
Dziennikarze nie są bardziej uczciwi niż przeciętni obywatele
oraz nie są wybierani w powszechnych wyborach i dlatego za
kłamstwa (=świadomą nieprawdę) redakcja powinna ponosić DOTKLIWĄ
odpowiedzialność finansową, z bankructwem w przypadku recydywy
włącznie.

>>>i sprawujących władzę są odmienne. A więc dziennikarz ma
prawo oskarżyć polityka, a ten może go pozwać, gdy udowodni nie
tylko, że informacja podana przez dziennikarza jest fałszywa,
ale że ten podał ją świadomie i celowo by mu zaszkodzić.

Hania_76 - autorytet w dziedzinie prawa
Hania uraczyła mnie kiedyś dosyć zaskakująca tezą:
H: "W orzecznictwie sądów polskich przymus ekonomiczny uważany jest za wadę
oświadczenia woli... "

Niejestem prawnikiem ale mnie to zdziwiło:
S: "To ciekawe.
Ja nie słyszałem ale zapytam się o to znajomego prawnika.
Masz jakies przepisy które o tym mówią?
Mam LEX-a to sobie znajdę."

Hania poczuła się mądra i oświeciła mnie:
H: " Co do wad oświadczeń woli, proszę sobie zajrzeć do Kodeksu Cywilnego do
art. 82
i następne i szczególną uwagę złożyć na art. 82."

Ponieważ nie jestem prawnikiem to sprawdzanie trochę to trwało zwłaszcza, ze
LEX-a miałem odinstalowanego i musiałem go zainstalować:
W tym czasie Hania nabierała pewności siebie:
H: "I co mi zrobisz jak mnie złapiesz?

PS. Co tam z art. 82 KC, Lexem i konsultacjami i znajomego prawnika?"

Zajrzałem i oto co znalazłem:
ART 82. (Kodeksu Cywilnego)
Nieważne jest oświadczenie woli złożone przez osobę, która z jakichkolwiek
powodów znajdowała się w stanie wyłączjącym świadome albo swobodne podjęcie
decyzji i wyrażenie woli. Dotyczy to w szczególności choroby psychicznej,
niedorozwoju umysłowego albo innego, chociażby nawet przemijającego,
zaburzenia czynności psychicznych"

Jak na razie nic specjalnego n.t. przymusu ekonomicznego ale wszak Hania
zastrzegła się :

H: "Oczywiście, nie znajdziesz tam
zwrotu "przymus ekonomiczny", ponieważ to właśnie orzecznictwo twierdzi dosyć
jednolicie, że jest on okolicznością, w której trudno mówić o swobodnym
podjęciu decyzji."

No to zajrzyjmy do orzecznictwa. Zajrzałem i znalazłem:
"74.07.01 wyrok SN III CRN 119/74 OSP 1976/2/30:
Zawarcie przez stronę niekorzystnej dla niej umowy z powodu trudnej sytuacji
ekonomicznej w jakiej strona ta się znajduje nie powoduje samo przez się
nieważności jej oswiadczenia w rozumieniu art 82 kc"

jest też:

" 92.01.15 wyrok S. apelac. I ACr 516/91 OSA 1993/9/62:
przyczyna wyłączająca swobodne podjęcie decyzji i wyrazenie woli musi tkwić w
samym oświadczającym a nie w sytuacji zewnętrznej w jakiej się znalazł.
Brak swobody - jak słusznie przyjmuje się w piśmiennictwie prawniczym - musi
byc odniesiony do okoliczności wewnętrznych a nie zewnętrznych. Przyczyna
wyłączająca swobodne podjęcie decyzji musi być umiejscowiona w samym
podmiocie składającym oświadczenie a nie wjakiejś sytuacji zewnętrznej w
jakiej ta osoba została postawiona czy to przez kontrahenta czy to przez inne
osoby"

Droga Haniu.
Cieńki bolek z Ciebie jest i tyle.

tygrys01 napisał:

> Polskie i nie tylko polskie prawo nie przewiduje odpowiedzialności cywilnej
> za zabicie czlowieka przez kierowcę. W szczególności nie można odpowiadać
> cywilnie za zabicie dziecka. (nie mówię tutaj o odpowiedzialności karnej)
> Odpowiedzialność cywilna występuje jedynie w tedy gdy osoby bliskie ofiary
> (zabitego) doznają znacznego pogorszenia stany materialnego (np. zabity
> jedyny żywiciel rodziny). Zabić krowę czy klacz wyścigową to można zabulić,
> ale zabić dziecko to drobiazg. W polskim prawie nie uwzględnia sie kosztów
> wychowania i edukacji dziecka. Dziecko nie może być czyjąkolwiek własnością a
> więc sprawca zabijając dziecko nie odpowiada materialnie za swoj czyn. Wyroki
> karne często są iluzoryczne, regula 2 lata w zwiasach. Nie jest wazne, ze
> rodzice nie mają czesto pieniedzy na pogrzeb dziecka. Dochodzenie nawet
> znikomych roszczeń trwa latami a sprawca czesto na rozprawie śmieje się w
> kułak. O ile temat Was nie przytłacza to myślę, że jest wart szedrokiej
> dyskusji.

Nie wiem, czy można czyjąkolwiek śmierć przeliczyć na pieniądze. Jest w tym
chyba jakaś logika, że o odszkodowanie można się starać za zabite zwierze,
które było źródłem jakichś dochodów. Nie chodzi tu bowiem o karę za śmierć, ale
o odszkodowanie za pozbawienie właściciela źródła dochodów. Sądzę, że już za
zabitego kota odszkodowania w sądzie nie można dochodzić. W podanych
przykładach zwierzęta sa traktowane przedmiotowo, więc czy człowieka tez
piwinno się przeliczać na pieniądze? Myślę, że nie.
Prawo to jednak nie tylko litera, ale też i duch. Wiele zależy od orzecznictwa
i interpretacji przepisów, bo nie sposób jest ująć w paragrafach bogactwa
życiowych sytuacji. Gdybym był prawnikiem i pasjonatem tego zawodu, to
próbowałbym udowodnić, że śmierć dziecka ma negatywne konsekwencje dla jego
rodziców, bo dzieci sa zobowiązane (i moralnie i prawnie) do opieki nad swoimi
rodzicami, jeśli tego będą potrzebowali. Pozbawiając życia dziecko pozbawia się
jego rodziców możliwości skorzystania z tej opieki i może za to już dałoby się
już uzyskać jakies odszkodowanie. Ale tego nie wiem, bo nie jestem prawnikiem i
są to tylko moje luźne dywagacje.

gwarancja na blachy
Witam

Proszę o podpowiedź, jakie mam szanse w sądzie w mojej sprawie?
Otóż w 2000 roku zakupiłem blacho-dachówkę na dach.
Zamontowałem ją sam, ale po kilku latach zauważyłem
rdzę. Ponieważ przy zakupie zostałem poinformowany o 10 latach gwarancji
producenta tej blacho-dachówki, to mając tą gwarancję wezwałem pisemnie
gwaranta-producenta do uznania reklamacji i poprosiłem o naprawę tej blacho-
dachówki. Okazało się, że producent zareagował od razu. Przyjechał dyrektor
d/s jakości i reklamacji. Oglądał cały dach, zrobuił zdjęcia i odjechał.

Po kilku miesiącach oczekiwania otrzymałem pisemną odpowiedź, że uznano by
reklamację, ale nie dostarczyłem im dokumentu gwarancji.
Udałem się do sprzedawcy, dlaczego nie wystawił mi przy zakupie takiego
dokumentu, wtedy sprzedawca złożył mi pisemne oświadczenie, że na sprzedawane
od tego producenta blacho-dachówki nigdy nie było dokumentów gwarancyjnych, a
gwarancją była sama faktura oraz że na te blachy jest 10 lat gwarancji.

Wysłałem kopię tego oświadczenia sprzedawcy, ale gwarant-producent dalej
upiera się na swoim i prosi o dokument gwarancyjny, bez którego nie może
uznać reklamacji gwarancyjnej.

Nie mam takiego dokumentu, już wiem, że mają tu zastosowanie przepisy o
gwarancji z kodeksu cywilnego, a nie ustawy o sprzedaży konsumenckiej,
podobno decyduje data zakupu (tutaj 2000r). Na fakturze nie ma ani słowa o
gwarancji, a informacja o 10 latach gwarancji była przekazana przez
sprzedawcę ustnie oraz jest cały czas ta sama reklama na stronie internetowej
producenta o 10 latach gwarancji na takie same blachy jakie kupiłem.
Producent nie mówi, że nie ma gwarancji, ale chce dokumentu gwarancyjnego.

Proszę mi odpisać czy mam szansę w sądzie (warość blach około 30 tys. zł),
czy jest jakieś orzecznictwo np. sądu najwyższego z podobną sprawą?
A może mam skierować roszczenie wobec sprzedawcy, ale czy nie jest
przedawnione i czego mógłbym się od niego domagać?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Pozdrawiam

Zbyszek

Dokształcaj się, proszę bardzo :)
"Sfera życia prywatnego a działalność prasy na podstawie orzecznictwa sądów
cywilnych", Maria Łoszewska - Ołowska, "SM" nr2/2002
"Prawo do prywatności osób publicznych", Marek Safjan, Warszawa 2000

Gość portalu: bzykbzyk. napisał(a):

> Kazdy ma prawo do opini, w sadzie liczy sie PRAWO!

Otóż to. O ile wiem, opinia prof. Adamskiego jest odosobniona i nie znajduje
poparcia w orzecznictwie.

>
> > Nie zgadzam się. Jeśli kupujesz coś nielegalnego po niższej cenie - dział
> asz
> > w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i ją osiągasz. Ten komentarz to
> > nieuprawnione zawężenie przepisu, nie znajdujące podstaw w jego literalny
> m
> > brzmieniu. Gdyby chodziło tylko o handlowanie, ustawodawca użyłby
> > sformułowania "rozpowszechnia" albo "wprowadza do obrotu".
>
>
> MYLISZ SIE! Liczy sie PRAWO a nie "slusznie czy nie"!
> Wedlug PRAWA licza sie tak zwane powazne STRATY FINANSOWE.
>
> Jezeli kupujesz nie masz korzysci materialnej, jezeli sprzedajesz jest
> to działalnośc gospodarcza z ktorej niezgodnie z prawem ciagniesz
> korzysc materialna pogwalcajac prawo, powodujac powarzna strate
> finansowa dla producenta.

Twoja korzyścią materialną jest różnica w cenie, jaka płaćisz za pirata a
zapłaciłbyś za legala. Powodujesz przy tym stratę dla producenta, który nic nie
ma z tego, że ty korzystasz z produktu wytworzonego przez niego.
I nigdzie tu nie ma mowy o POWAŻNYCH stratach finansowych.

>
> Jezeli masz watpliwosci to dyskutuj z Profesorem Dr hab. Andrzejem
Adamskim
>
> (Katedra Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika
> w Toruniu) a nie ze mna.

Dyskutowałem, i moja oipinia była przeważająca. Choć profesor, jak to profesor
pozostał przy swojej. ;-)

Ty nadal mylisz prawo kryminalne z prawem
> cywilnym.

Przepraszam bardzo, ale to właśnie Ty mylisz, mieszasz instytucje z różnych
dziedzin prawa.

>
> > Niektórzy na tej samej zasadzie twierdzili, że nie jest przestępstwem
> > posiadanie bimbru. (Przepisy w tej dziedzinie są skonstruowane podobnie d
> o
> > tych z pr. autorskiego). Pomylili się. ;-)
>
> Pedzenie bimbru bylo nie legalne bo wkraczalo w monopol rzadowy!
> Jezeli bimber byl niewlasciwie pedzony to byla trucizna!

Nie mówię o pędzeniu, tylko o posiadaniu - jak kupisz od "producenta" kilka
butelek na swój własny użytek.

Nasze prawo na co dzień
Nie jest ani doskonałe, ani tym bardziej egzekwowalne. Przyczyn jest wiele.
Mówiąc o egzekucji prawa, mamy najczęściej na myśli procesy kryminalne.
Słyszymy, ze bandytę zlapali, a zaraz potem wypuścili. Codzienna potrawa
serwowanej zgrozy porządku prawnego.
Tymczasem o wcale nie mniejszy problem w tym zakresie znajdujemy w prawie
cywilnym, np:
- nieściągniete alimenty,
- problemy z eksmisjami,
- problemy z przyznaniem władzy rodzicielskiej,
- kłotnie o przysłowiowa miedzę,
- procesy miedzy pracownikami a pracodawcami, itp.
Tu na wyroki czeka się czasami latami (nie dotyczy to kuriozalnych problemów
spadkowych przeprowadzanych w ciągu 24 godz., np. kamienice w Poznaniu,
Krakowie, Warszawie). Tu też się dzieje najwięcej krzywd. A o tych
procesach najczęściej się nie mówi - są mniej spektakularne - choć niosą za
sobą o wiele więcej ludzkich tragedii.
Dla czego tak się dzieje?
Dla czego nie można usprawnić egzekucji prawa?
Powodów jest wiele poczynając od braku profesjonalizmu sędziów a na
przeciążeniu sadów kończąc. Tłumaczenie brakiem komputerów jest cgyba
najbardziej kuriozalnym wykretem.Nie znam państwa, w którym orzecznictwo
sądów zastępowane by było komputerowymi wydrukami.
Kolejną przyczyna jest również rozminięcie się prawa z oczekiwaniami
społecznymi. Jakimi? A co z równością praw obywateli w tym samym państwie?
Czy staliśmy się zatem zepsutym społeczeństwem?
Dla czego w sejmie powstaje tak wiele złych ustaw?
A może posłowie celowo psują prawo, by dzieki lukom legislacyjnym odnosić
korzyści materialne?

Życzę wszystkim forumowiczim, by w nadchodzącym roku 2003 wszystkie te
pytania pozostały senną marą przeszłości.

basia.basia napisała:

> Ja miałam na myśli to, że jak zaleję mieszkanie sąsiadowi
> to staram się jakoś sprawę załatwić (zdarzyło mi się i kazałam
> pomalować sąsiadom łazienkę, zostało to zrobione w ciągu tygodnia).
> Są jednak tacy, którzy gotowi są zaprzeć się, że to nie ich sprawa,
> bo nie ich łazienka, nic nie wiedzą, to duch święty itp.
> Uważam, że jak ktoś kłamie i nieuczciwie się zachowuje w drobnych
> sprawach to tak samo będzie się zachowywał w każdej innej.
>
> Generalnie chodzi mi o to, że często sąd odpuszcza obwinionemu,
> bo mała szkodliwość społeczna. Nie wiem jak byś się czuł jak
> by Ci ktoś trzeci raz rower ukradł. Kradzież jest kradzieżą.
> Nie mówię, żeby kogoś pakować za kratki za to ale powinien
> jakos odpowiadać za swoje czyny. No i złodziei rowerów w sejmie
> nie chcę.

z kradzieżą to dobry przykład, ale z łazienką to raczej nie (sprawa cywilna) -
przypuszczam, że zapis o "zakazie posłowania" będzie dotyczył prawomocnych
wyroków w sprawach karnych - a więc nie będzie można pod to "podciągnąć" ani
spraw cywilnych, ani też wykroczeń - i słusznie gdzyż to byłoby nonsensem
(dlaczego nie mogłbym zostać posłem, np. z powodu przekroczenia prędkość, lub
złego zaparkowania?)

> Tu masz oczywiście rację:)
> Jak ktoś ma niewyparzony język albo powodowany emocjami
> nachlapie, to nie mam pretensji. Ale, żeby nie wolno
> było powiedzieć co się myśli o polityku?! Politycy nie
> mają się prawa rzucać o coś takiego. Znajomi Holendrzy
> tłumaczyli mi kiedyś, że u nich możesz sobie mówić, że
> Beatrix jest głupia, bo jest wolność słowa:)
> Te nasze przepisy są beznadziejne, bo przecież Kwaśniewski ...
> :)))

no właśnie - wszystko ma swoje granice, wolność słowa również - ale dyskusja
dotyczy tego, gdzie one powiny przebiiegać; z orzecznictwa Trybunału w
Strasburgu wynika, że europejskie normy są w tym zakresie bardziej liberalne,
niż nasze rodzime przepisy - przynajmniej w aspekcie krytyki poczynań
tzw. "osób publicznych" - a więc polityków.

Nie twierdzę, że każdy może sobie pleść co mu ślina na język przyniesie i nie
ponosić z tego tytułu żadnych konsekwencji, ale warto się chyba zastanowić czy
niewypażony język powinien skutkować zakazem kandydowania do parlamentu - tym
bardziej, że np. pomówienie nie jest dochodzone z oskarżenia publicznego, lecz
z inicjatywy zainteresowanego (pomówionego).

Już miałem wychodzić ale tak w skrócie odpowiem na ten zarzut.

> Stojąc nad rozkawałkowanymi zwłokami samobójcy analizujemy: a. facet pozbawił
> siebie życia wykorzystując w tym celu RUCH przedsiębiorstwa; b. jednak
> położenie się przez niego na torach było jego świadomym, umyślnym wyborem -
> jego WINĄ. Oba czynniki są niezbędne do uzyskania pożądanego zabójczego efektu,

> więc nie można powiedzieć, że szkoda powstała WYŁĄCZNIE z winy poszkodowanego.
> Kolej płacze i płaci.

Tak własnie należy powiedzieć. Kolej płacze i płaci. Takie są logiczne
konsekwencje obecnej lini orzecznictwa, przyjmującej, że wina os. III
(poszkodowanego) musi być jedyną przyczyną szkody aby zwolnić się z
odpowiedzialności z 435 kc.

W przypadku samobójcy są dwie - jego wina i ruch pociągu.
Czy jest to słuszne i zgodne ze zdrowym rozsądkiem, to inna sprawa. Wielokrotnie
pisałem w swoich wypowiedziach o zastrzeżeniach jakie mam do takiej konstrukcji.
Nie jest to jednak mój problem tylko PKP.
Ta koncepcja wcześniej, czy później musi być zweryfikowana - po prostu trudno
wyobrazić sobie praktyczną sytuację, w której kolei, w analogicznych sytuacjach,
nie bedzie ponosiła odpowiedzialności.
Czy wniosłbym powództwo w przypadkuku samobócy? Nie. Obawiam się, że ta
werfyfikacja mogłaby nastąpić właśnie w tym momencie. Dlaczego tak sądzę?
Dlatego, że wbrew temu co piszesz, znam dobrze praktykę sądową i wielokrotnie
byłem świadkiem gwałtownych zwrotów z orzecznictwie SN np. przykładowo w sprawie
spółek cywilnych. "Sąd Najwyższy w obecnym skladzie nie podziela poglądu
wyrażonego w wyroku Sądu Najwyzszego z dnia...." Pewnie znasz to zaklęcie...

Gość portalu: koko napisał(a):

> oczywiscie nie popieram takiej teorii stosowania prawa , lecz przepisy o
ruchu
> drogowym zredagowane zostały na szczęście dosadnie gdyż kierowcą może być
każdy
>
> kto zda egzamin ze znajomości tych przepisów a nie ten , który ukończył
studia
> prawnicze
> wiem z doświadczenia ,że po kuciu kodeksów kondycja marna a tu trzeba
> manewrować na placu autem na egzaminie
> ale popieram zwolnienie prawników z egzaminu na prawo jazdy
> jak to pięknie brzmi "prawo jazdy
> egzamin ten nie obejmuje znajomości orzecznictwa sądów czy też kommentarza do
> ustawy o ruchu drogowym
> widzę ,że masz ugruntowany pogląd dotyczący żródeł prawa , które w tym
> przypadku pochodziłyby od osób (policjantów )i na wstępie rodziłyby spór
>
> i po co

Czy mógłbyś jasniej? I jak to się ma do tematu dyskusji.

>
> są przepisy prawa cywilnego w zakresie szkody i po co mieszać do tego kodeks
> wykroczeń
> co powiesz o przepisie
> zabrania się : ciągnięcia za pojazdem osoby na nartach, sankach, wrotkach lub
> innym podobnym urządzeniu;
> który to przepis nie pozostawia wątpliwości każdemu kto potrafi czytać o co
> chodzi
> natomiast Szanowny Dyskutancie , gdyby kontynuować dalej wątek rozpoczęty ,
> przepisy w Twoim wydaniu przeznaczone są dla prawników chociaż nie koniecznie
> raczej z pożytkiem dla prawników wobec roju przewidywanych sporów
> po to by żródłem prawa nie był policjant stosuje sie taryfikatory mandatów bo
> każda inna forma uznaniowego traktowania wykroczenia przez osobę pozostaje w
> sprzeczności z Konstytucją RP
> uprzejmie informuję ,że z 1997r

Jeśli już, to taryfikator pozostaje w sprzeczności z Konstytucją, ale mniejsza
o to.
Jakie to jest wykroczenie i jaka grzywnę przewiduje za to taryfikator już Ci
napisałem i nie będę się powtarzał.

Obawiam się, że w grę wchodzić moga zarówno odpowiedzialnośc karna jak i cywilna. Co do tej pierwszej to nie
jestem pewien, bo to nie moja "działka" więc temat trzeba by pogłębić ale raczej wchodzi w grę. Natomiast
odpowiedzialność cywilna... możliwy jest scenariusz że w taki sposób "nabrany" pracodawca poda Cię do sądu z
tutułu roszczenia o odszkodowanie za straty jakie poniósł zatrudniając Ciebie na podstawie fałszywie podanych
danych - tutaj wszystko zależy od okoliczności faktycznych. Moim zdaniem mało prawdopodobne ale teoretycznie
możliwe.
Swoją drogą sam pomysł jest dość oryginalny, dotąd nie spotkałem się z podobnym przypadkiem w orzecznictwie.
Jakby co, to trzymam kciuki...

Gość portalu: esox napisał(a):

> Mam pytanie do osób, które trochę znają się na prawie. Ponieważ dzisiaj
> wymagania są sztucznie zawyżone (np. 20 lat min 5 lat stażu)może też
> sztucznie takie wymagania spełnić - zastanawiam się nad podrobieniem
> świadectwa pracy, a jeśli nie świadectwa pracy to przynajmniej referencji -
> kwestie tech. nie stanowią dla mnie problemu, stanowisko wybiorę sobie
> również takie, na którym się znam bo np. robiłem takie rzeczy na zlecenie
> (ale oczywiście nie na umowę - zlecenie) firma to taka, która dajmy na to już
> upadła. No ale jest problem, co jeśli się wyda ??? Czy świadectwo pracy to
> jest dokument taki jak np. paszport czy dowód osobisty czy dyplom ukończenia
> studiów - wiadomo to są dokumenty państwowe. Ale świadectwo pracy czy
> referencje ?? Ile za to grozi...?
> Dodam, tylko, że jestem jeszcze dość daleki od takiego pomysłu, ale kto wie,
> jako absolwent bez znajomości nie mam żadnych szans, a program pierwsza praca
> powinien się nazywać "pierwsza fikcja"....

Gość portalu: Bożena T. napisał(a):

> Basiu - nasz system prawny jest zupełnie inny niż amerykański
> czy brytyjski. Rozwój amerykanskiego systemu prawnego nie ma się
> nijak do polskiego, więc dla kogoś, kto studiował prawo jest to
> zrozumiałe, iż istnieją różnice w doborze ławników czy jak
> inaczej ich nazwać sędziów przysięgłych.

Jest jedna roznica ktora nie ma znaczenia dla wykladni, a ma dla efektywnosci. Przecietna sprawa cywilna trwa rok do wyroku. Skomplikowana i sabotowana przez strone trwa do 5 lat. Wyjatki dluzej. Strony same wysylaja pisma procesowe jedynie przesylajac kopie sadowi. 80-90% postepownia odbywa sie poza sala sadowa.
Wpis ryczatlem kosztuje $150-$175 w zaleznosci od kosztow utrzymania sadu. ZA CALOSC!!! Polski rzad dawno przegral w Strasbourgu proces o wpis 8% i do tego czasu nic nie zrobili (dyletant Kaczynski byl wtedy przy korycie i on ponosi osobista odpowiedialnosc)

W Polsce sedzia chce widziec kazdego przy najmniejszej okazji. Po co? Koszta wstepne ponosi czesto sad a nie strony? Dlaczego?

Pozniej dziwia sie ze sady sa zapchane.

"U Ciebie" są
> zaprzysiężani na jedną rozprawę, w Polsce na kadencję i w czacie
> tej kadencji przechodzą wiele szkoleń podnoszących ich znajomość
> prawa i stosowania prawa. Nie wiem czy ludzie z przypadku jak "U
> Ciebie" to właściwy i dobry sposób orzecznictwa sądowego, ale
> jeśli taki on jest, to trzeba go uszanować tak samo jak i polski
> system.

Nie bardzo. Coz takiego mozna nauczyc lawnika szkoleniem?
Przeciez to fikcja. U mnie lawnik nie musi znac paragrafow. To nie jego sprawa. On ma orzecz wyrok na podstawie tego co mu przedstawiono na sali sadowej. Od sita prawnego jest sedzia prowadzacy sprawe. To on dopuszcza materialy i na koniec instruuje co prawnie lanikom mozna a co nie.

Od znajomosci jest sedzia ktory prowadzi ale nie orzeka. To wazne! Wtedy jest zabezpieczenie ze orzekajacy nie ma wypranego mozgu dowodami ktore nie sa dopuszczone.
Ciekaw jestem jak Kaczynski sobie wyobraza ze sedzia orzeka o niedopuszczalnosci jakiegos dowodu, a pozniej orzeka majac w pamieci ten dowod. U mnie tych spraw nie dyskutuje sie w obecnosci lawnikow.

Na przyklad, nie wyobrazam sobie ze nie moge sprawdzic lawnika czy jego ojciec nie straci pracy na wypadek wyroku w mojej sprawie przeciwko Philip Morris. Jezeli lawnik ma rodzine zatrudniona w ich fabryce, to sie go po prostu przenosi do innej grupy lawnikow. Albo jezeli lawnik nalezy do KKK to jak moze byc obiektywny w sprawie rasistowskiej? Strony musza miec prawo eliminacji poprzez kwestionariusz.

Zatem w praktyce system amerykanski wychodzi lepiej niz polski. I to bez kwestii wykladni. Tylko technicznie.

Witaj,

odpowiedziałem na Twoją wiadomośc z 16-go i ta odpowiedź jest na na tym forum
przy tejże Twojej wiadomości z 16-go.
Nie robię juz skanu zdjecia, bo mamy to samo. Ty siedzisz z Bożeną Maciejewską
(nie wiem co Ona potem robiła, tak, jak nie wiem co robiły pozostałe osoby z
mojej klasy 1-5b). W tamtej widomości niechcący przerobiłem mój "podpis" na yjk
zamiast zjk. Zauwazyłem dopiero po wysłaniu. Jeśli uznasz za stosowne napisz na
adres zbigniew.korycki@wp.pl.

W tamtej wiadomości potwierdziłem, że z nazwiskiem trafiłaś w dzisiątkę i tez
podałem mój adres internetowy. Jeśli przeczytasz tę wiadomośc - przeczytaj i tamtą.

Jeśli uznasz za stosowne - napis na podany adres e-mailowy. Bardzo jestem
ciekaw, co po szkole porabiali wszyscy ludzie z ówczesnej klasy "b" od Pani
Danuty Sztangierskiej.

W zeszłym roku byłem w Bydgoszczy u Rodziców i zrobiłem sobie wycieczkę w krainę
tych wszystkich strasznie dawnych wspomnień. Poszedłem na Jackowskiego, Śląską,
Łokietka, na podwórze szkoły nr 10, na Siemiradzkiego, Garbary, Kacik. Przykre,
ale wiele z tych miejsc zniknęło, natomiast niektóre - a to też przykre - stały
się dziwnie puste, odrapane, zaniedbane i jakby opuszczone.

Jak napisałem do Ciebie w tym drugim miejscu tego wątku - duzo jeździłem i
jeżdżę, bo taka natura mojej pracy. W Australii nie byłem, choc jak pisałem -
był okres, gdy z Australią łączyły mnie sprawy zawodowe, a orzecznictwo sądów
cywilnych Nowej Południowej Walii prawie znałem na pamięc. Znałem też kilku
prawników z tego rejonu z zakresu prawa morskiego. Taka praca.

Jesli zechcesz napisac - masz adres, odezwij sie. Wiem,że każdy bywa zajęty, ale
może znajdziesz chwilkę.

Niby dziwnie odnawiac znajomośc z głębokiej podstawówki po tylu latach, ale tyle
jest dziwnych rzeczy na świecie. Jedna więcej, jedna mniej...

Pozdrawiam

Zbyszek

Pisałem o tym w innym wątku. Kiedy Sadowski był sędzią wówczas nie mógł się
immunietetu zrzec po to by się za nim nie chronić. Nie można zrzec się takiego
immunitetu, może go uchylić tylko sąd dyscyplinarny. O ile mi wiadomo sąd
dyscyplinarny I instancji immunitet uchylił, a sędzia Sadowski się od odwołał i
sprawę przed sądem dyscyplinarnym II instancji (wtedy Sądem Najwyższym) wygrał.
Czyli, że nie chciał by pociągnięto go do odpowiedzialności za popełniony czyn.
Nie można mu czynić z tego zarzutu, ponieważ, gdyby mu ten immunitet uchylono i
został skazany, to nie mógłby wykonywać zawodu sędziego. Oznaczałoby to, że za
przestępsto nieumyślne poniósł niejako podwójną karę - przewidzianą w kodeksie
karnym i karę w postaci zakazu wykonywania zawodu. Wszystko zależy od
indywidualnego przypadku, ale taka jest generalnie linia orzecznictwa Sądu
Najwyższego. W dzisiejszej "Wyborczej" jest wywiad z Sadowskim przeprowadzony
przez Ewę Siedlecką, która uważa,że grzechem Sadowskiego było aktywne bronienie
immunietetu. Według Siedleckiej powinien nie był tego robić tylko poddać się
dopowiedzialności i zacząć wykonywać inny zawód, np. radcy prawnego, bo jako
osoba karana nie mógłby wykonywać zawodu sędziego. Inna postawa, to znaczy
obrona immunietetu, i w tym przypadku odwołanie się do sądu II instancji jest,
zdaniem Siedleckiej nieetyczne. Wychodzi więc na to, że sędzia jest jedynym
zawodem, który nie może być wykonywany w przypadku popełnienia przestępstwa
nieumyślnego. Oczywiście można wyrażać taki pogląd, w ustach
dziennikarza "Gazety Wyborczej" mnie to nie dziwi, ale trzeba mieć na względzie
to, że osobie, która nie zachowała ostrożności (nieumyślne naruszenie zasad)
odbiera się prawo do wykonywania zawodu, co moim zdaniem jest zbyt represyjne.
Sąd Najwyższy uznał jednak w innych orzezceniach, że nie ma jednakże żadnej
przeszkody, żeby w takiej sytaucji sędzia poniósł odpowiedzialność
dyscyplinarną, utracił dodatki, czy inne przywileje, w końcu musi ponieść jakaś
dolegliwość. Nie jest też zamknięta droga do dochodzenia roszczeń cywilnych od
siędziego. Moim zdaniem Sadowski nigdy nie powinien zostać ministrem
sprawiedliwości, a Kalwas nie powinien go po utracie stanowiska mianować do
Prokuratury Krajowej, bo zamiast tracić stanowiska dlatego, że kary nie poniósł
zyskał je. I to jest nieetyczne. Powinno się jednak te wszystkie aspekty sprawy
przedstawić w imię rzetelności, także dziennikarskiej. Żakowski tego w ogóle
nie widział, nieco więcej widziała Siedlecka. Pozdrawiam

w poważnej sprawie idzie się po pomoc do prawnika ( z dokumentami ) ;

z orzecznictwa :

2001.02.02 postanow. SN IV CKN 251/00
1. Podział fizyczny jest podstawowym sposobem zniesienia współwłasności,
preferowanym przez ustawodawcę. Oznacza to, że w sytuacji, gdy zniesienie
współwłasności następuje z mocy orzeczenia sądu, powinien on brać pod uwagę
przede wszystkim ten sposób wyjścia ze wspólności, chyba że nie są nim
zainteresowani sami współwłaściciele. Przez podział fizyczny należy przy tym
rozumieć także wyodrębnienie własności lokali, co wynika z art. 7 ust. 1 i art.
11 ust. 1 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali.
2. Właściwości fizyczne przedmiotu i prawne następstwa ustanowienia odrębnej
własności lokali (przymusowa współwłasność) stawiają właścicieli takich lokali
wobec konieczności pozytywnego ułożenia wzajemnych stosunków dla zachowania
wspólnej substancji, a w ostateczności - żądania rozstrzygania spraw zarządu
przez sąd. Sam tylko wzgląd na stosunki osobiste istniejące między
współwłaścicielami nie może niweczyć wynikającego z art. 211 k.c. uprawnienia
do otrzymania części rzeczy wspólnej w naturze. Prowadzi to do wniosku, że
odmowa ustanowienia przez sąd odrębnej własności lokali może mieć miejsce tylko
wówczas, gdy za odmową tą przemawia nie sama konfliktowa sytuacja między
współwłaścicielami, lecz całokształt okoliczności sprawy.

2000.04.07 postanow. SN IV CKN 8/00
1. Poważny konflikt istniejący między współwłaścicielami może uzasadniać
odstąpienie przez Sąd od zniesienia współwłasności przez ustanowienie odrębnej
własności lokali. Jest on bowiem jedną z istotnych okoliczności, która powinna
być brana pod uwagę przy decyzji o zniesieniu współwłasności przez ustanowienie
odrębnej własności lokali.
2. Orzeczenie w przedmiocie zarządu częściami wspólnymi nieruchomości przez
odesłanie do przepisów Kodeksu cywilnego nie jest sądowym uregulowaniem tej
kwestii, gdyż przepisy Kodeksu cywilnego obowiązują niezależnie od
postanowienia sądu.

ciekawy wyrok o spłacaniu długów : ( "RZ" 06.09.2006 )

PRAWO CYWILNE Spółdzielnia powinna niezwłocznie poinformować wspólnotę, który
dług uważa za spłacony

Wierzyciel zaliczał bieżące wpłaty na stare należności

Jeżeli wierzyciel chce otrzymaną ratę zaliczyć na poczet np. starszych długów,
powinien to oświadczyć dłużnikowi niezwłocznie po wpłacie.

Ma to nastąpić w ciągi kilku lub kilkunastu dni, czyli w terminie przyjętym w
danych stosunkach. Inaczej mówiąc, wierzyciel nie może po jakimś czasie
stwierdzić, że zapłatę zalicza na poczet innych np. starszych, w szczególności
przedawnionych, długów.

To wyrok warszawskiego Sądu Apelacyjnego. Tym bardziej użyteczny, że ta dość
typowa sytuacja nie została do końca prawem uregulowana, nie rozstrzygnęło jej
też orzecznictwo.

Spółdzielnia mieszkaniowa zażądała od wspólnoty mieszkaniowej, której
dostarczała zimną i ciepłą wodę, 115 tys. zł zapłaty za okres od maja do
października 1998 r. Wspólnota broniła się, twierdząc, że należności za te
miesiące uregulowała. Przedstawiała dowody wpłat zawierające wskazanie, że
dotyczą właśnie tych miesięcy. Część wpłat kierowała zresztą bezpośrednio do
zakładu energetycznego, dlatego że spółdzielni groziło odcięcie dostaw wody.
Spółdzielnia zaliczyła je natomiast na poczet należności sprzed trzech lat.
Przy tym podejściu należność za miesiące wymienione w pozwie nie została
uregulowana.

Radca prawny spółdzielni Barbara Dolińska przekonywała Sąd Apelacyjny, że
zgodnie z art. 451 kodeksu cywilnego spółdzielnia jako wierzyciel mogła
zaliczyć wpłacane raty na poczet starszych długów.

- Zaliczenie zapłaty na poczet wskazanego długu jest prawem dłużnika -
replikowała radca wspólnoty Lucyna Bartosiewicz. - Jeżeli wspólnota wyraźnie z
niego skorzystała, to spółdzielnia nie mogła ignorować jej woli i zarachować
spłat na inne długi, w tym sporne i przedawnione.

Sąd Apelacyjny przyznał rację wspólnocie. Sędzia Krzysztof Strzelczyk
powiedział w uzasadnieniu, że art. 451 chroni przede wszystkim interes
dłużnika, to on może wskazać, który dług spłaca. Wierzyciel może wprawdzie
postąpić inaczej, zaliczyć zapłatę na poczet innych długów, ale stosowne
oświadczenie musi złożyć dłużnikowi niezwłocznie, a nie np. po kilku miesiącach
w pozwie (sygn. I ACa 729/05).

Wyrok jest prawomocny.

Marek Domagalski


Nazar Mirosław
Orzecznictwo Sądów Polskich 1998/5/90
glosa
Numer publikacji : 13962

Glosa do uchwały SN z dnia 28 sierpnia 1997 r., III CZP 36/97.

Notka bibliograficzna : Glosa częściowo aprobująca

Komentowane orzeczenie :
1997.08.28 uchwała SN III CZP 36/97 OSNC 1998/1/4

Tezy publikacji :

1.

Instalacja c.o., niepodzielnie zasilająca energią cieplną cały budynek (lokale
i części wspólne budynku), jest systemem zamkniętym. Elementy wspólnej i
jednolitej dla całego budynku sieci grzewczej są więc w rozumieniu art. 47 k.c.
częściami składowymi nieruchomości wspólnej. [...]
Ogólne unormowania prawa cywilnego nie wykluczają zatem ewentualności
modyfikacji uprawnień właścicieli lokali do elementów sieci c.o., stanowiącej
składnik nieruchomości wspólnej, a znajdujących się w obrębie nieruchomości
lokalowych.

2.

Instalacja c.o. w budynku jest niezbędna do korzystania z lokali zgodnie z ich
przeznaczeniem, ale podział tej instalacji quoad usum w obrębie lokali
polegający na odłączeniu jej od ogólnej sieci c.o. w budynku i przyłączeniu jej
do indywidualnego źródła ciepła nie musi zakłócić prawidłowego korzystania z
pozostałych lokali. Należy więc uznać go za dopuszczalny. [...]
Bez względu na to, jak zostanie potraktowane odłączenie lokalu od instalacji
grzewczej w budynku i wykorzystanie jej do indywidualnego ogrzewania (zmiana
przeznaczenia, podział quod usum, przebudowa części nieruchomości wspólnej),
powinno ono zostać uznane za wchodzące w zakres zarządu nieruchomością wspólną,
i to jako czynność przekraczająca zakres zwykłego zarządu.

3.

Prawo, jakie nabywa współwłaściciel w wyniku podziału quoad usum, polegające na
możności wyłącznego korzystania z określonej części rzeczy, w sensie prawnym
wspólnej, nie ma charakteru prawa rzeczowego. Nie jest to również żadne z
typowych praw obligacyjnych, normowanych przez kodeks cywilny (w szczególności
prawo najmu lub dzierżawy). Należy je uznać za prawo swoiste, będące elementem
trwałego obligacyjnego stosunku prawnego, powiązanego genetycznie i
funkcjonalnie ze stosunkiem współwłasności.

(...) cd niepodważalnych argumentów
3.Toruń podaje argument że ma wydział prawa.Tak tylko należy dodać że najwięcej
studentów na tym wydziale(podobno prawie połowa)to bydgoszczanie.W Bydgoszczy
odbywają się także wykłady i zajęcia zaocznych studiów prawniczych UMK(odbywały
się w 1 LO,zas zajecia z zaocznej administracji w CM UMK).
Inną kwestią jest to że doktryna prawnicza nie jest w Polsce źródłem
prawa,którym nawet nie jest orzecznictwo(a do takiego każdy Sąd ma dostęp za
pomocą programu TEMIDA i żadna obecność wydziału prawa jest niepotrzebna)
ale jak już mówimy o wydziałach to przecież Akademia Bydgoska ma
Instytut Prawa, Administracji i Zarządzania składający się z:

? Katedra Historii Ustroju Samorządu Terytorialnego
? Katedra Podstaw Prawa Cywilnego i Prawa Egzekucyjnego
? Katedra Prawa Administracyjnego i Prawa Ochrony Środowiska
? Katedra Ustroju Państwa i Teorii Prawa
? Zakład Finansów Publicznych i Ekonomii
? Zakład Podstaw Prawa Karnego i Karno-Skarbowego
? Zakład Prawa Gospodarczego i Zarządzania
? Zakład Propedeutyki Informatyki
WYKŁADA TAM WIELU PROFESORÓW PRAWA nawet tych którzy także wykładają na
Uniwersytecie Mikołaja Kopernika
m.in.prof.A.Marek,prof.R.Łaszewski,prof.K.Lubiński,prof.M.Dragun-Gertner,
dr Rączka

W Bydgoszczy jest także Kujawsko-Pomorska Szkoła Wyższa(wykłada tam m.in.dr
M.Święcki z UMK) oraz Wyższa Szkoła Informatyki i Nauk Społeczno-Prawnych(w
której też wykładają prawnicy)
Na koniec warto wspomnieć że wielu wykładowców prawa UMK mieszka w
Bydgoszczy:prof.T.Jasudowicz,prof.W.Mossakowski,dr Kala,dr Biliński,dr
Szalewska.

kiedy przedawnia się dług?
witam, pogubiłam się w tym temacie ponieważ czytam na stonie
pl.wikipedia.org/wiki/Przedawnienie_%28prawo_cywilne%29 że:
"deks cywilny przewiduje cztery podstawowe terminy przedawnienia:

* ogólny - 10 lat;
* dla roszczeń związanych z prowadzeniem działalnosci gospodarczej - 3 lata;
* dla roszczeń o świadczenie okresowe(np. czynsz najmu) - 3 lata;
* dla wszystkich roszczeń stwierdzonych prawomocnym orzeczeniem sądu lub
innego organu powołanego do rozpoznawania spraw danego rodzaju albo
orzeczeniem sądu polubownego, ugodą zawartą przed sądem albo przed sądem
polubownym, poza roszczeniami okresowymi należnymi w przyszłości - 10 lat.

Dalsze księgi kodeksu, a także inne ustawy przewidują liczne odstępstwa od
przedstawionych zasad. Oto najważniejsze z nich:

* dla roszczeń z tytułu czynów niedozwolonych - 10 lat od daty popełnienia
czynu, lecz nie później niż trzy lata od dnia, w którym poszkodowany
dowiedział się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia;
* dla roszczeń z tytułu czynów niedozwolonych będących przestępstwami - 10
lat od daty popełnienia czynu;
* dla roszczeń przedsiębiorcy z tytułu dokonanej sprzedaży - 2 lata;
* dla roszczeń z tytułu umowy przewozu - 1 rok.

Ponadto orzecznictwo sądowe wypracowało dodatkowe szczególne reguły
przedawnienia roszczeń ubocznych powiązanych z innym roszczeniem. Taki
charakter mają odsetki za opóźnienie, które przedawniaja się w terminie
przewidzianym dla świadczeń okresowych, jednak najpóźniej z chwilą
przedawnienia roszczenia o kwotę główną.

Czytałam wczesniej na forum,że dlugi przedawniają się po dwóch latach.Więc
teraz moje pytanie dotyczy konkretnej sprawy: Firma jednoosobowa miała wykonać
usługę, na poczet ktorej wzięła zaliczkę.Sporządzono umowę-zlecenie.Jenak
usługi tej nie wykonała.Po prostu facet wziął pieniądze i czmychnął.Od tego
czasu minęło dwa lata.Czy roszczenie zleceniodawcy jest nadal aktualne?Jesli
tak, to po jakim czasie się przedawnia?Będę wdzięzna za fachową odpowiedź.

rozwijam dalek niezwłocznie znaczy - tak szybko jak to jest możliwe, , tj.
najszybciej jak tylko pozwalają na to okoliczności konkretnej sprawy.

Art. 476 kodeksu cywilnego Dłużnik dopuszcza się zwłoki, gdy nie spełnia
świadczenia w terminie, a jeżeli termin nie jest oznaczony, gdy nie spełnia
świadczenia niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela. Nie dotyczy to wypadku,
gdy opóźnienie w spełnieniu świadczenia jest następstwem okoliczności, za które
dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.

orzecznictwo
„O opóźnieniu w spełnieniu świadczenia, podobnie jak w przypadku zwłoki, można
zaś, zgodnie z art. 476 k.c., mówić, gdy dłużnik nie spełnił świadczenia
niezwłocznie po wezwaniu.” wyrok Sąd Najwyższy z dnia 22-05-2003, sygn. akt II
CKN 134/01)

„Zwłoka dłużnika jest kwalifikowanym opóźnieniem w spełnieniu świadczenia, a
szkoda wierzyciela powstała na skutek zwłoki spełnienia świadczenia musi
pozostawać w normalnym, adekwatnym związku przyczynowym ze zwłoką (art. 361 § 1
k.c.)”. (wyrok sądu apelacyjnegoz 01-12-1995, sygn. akt I ACr 760/95)

inne orzecznictwo:

"Niezwłocznie" to tyle, co "w najbliższym możliwym czasie, bez zbędnej zwłoki".
(wyrok Zespół Arbitrów przy Urzędzie Zamówień Publicznychz 18-09-2003, sygn.
akt UZP/ZO/0-1481/03).
"W języku prawnym pojęcie opóźnienia tzw. zwykłego i pojęcie zwłoki (czyli
opóźnienia kwalifikowanego) nie są pojęciami jednoznacznymi, a ich skutki są
różne, choć zawsze jednym z nich może być obowiązek zapłacenia odsetek za czas
opóźnienia. Opóźnienie zachodzi zawsze, gdy świadczenie nie zostanie spełnione
w terminie. Natomiast zwłoka ma miejsce wtedy, gdy opóźnienie w wykonaniu
zobowiązania jest następstwem okoliczności, za które dłużnik ponosi
odpowiedzialność (art. 476 zd. 2 kc). " orzeczenie z 17 kwietnia 2003 Głównej
Komisji Orzekająca, sygn. akt. DF/GKO/Odw.-159/206/2002).

Radzę napisać do TBS wezwanie z oznaczonym terminem do sporządzenia aktu
notarialnego i doręczyć je za pokwitowaniem odbioru

„Kaucje mieszkaniowe i ich waloryzacja” – Jerzy Krzekotowski – Mieszkalnictwo i
Prawo – styczeń-luty 2005 r.
00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 12 tel/fax: (0-22) 827-69-41
„Obecnie obowiązująca regulacja w zakresie zwrotu kaucji (art. 36 ust. l
ustawy) nie zawiera już możliwości oprocentowania kaucji. Dopuszczono tym samym
w tym zakresie możliwość stosowania właściwych przepisów Kodeksu cywilnego jako
ustawy ogólnej. Dopuszczalne jest zatem zastosowanie waloryzacji sądowej, w tym
wypadku zwracający kaucję nie jest zobowiązany ani nawet uprawniony dokonać sam
waloryzacji, może jej dokonać wyłącznie sąd na wniosek strony po
przeprowadzeniu postępowania sądowego. Stosunek prawny powstający przez
wniesienie kaucji posiada wszystkie cechy pozwalające na dokonanie przez sąd
waloryzowania świadczenia będącego treścią zobowiązania. Kaucja pieniężna
wpłacona przy zawieraniu umowy najmu powoduje powstanie zobowiązania
pieniężnego, co umożliwia waloryzację sądową. Stanowisko to znajduje
uzasadnienie w najnowszym orzecznictwie Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy podjął
bowiem w dniu 26 września 2002 r. uchwałę III CZP 58/02, w której stwierdził,
że uregulowanie zwrotu kaucji w art. 36 ust. l ustawy nie wyłącza możliwości
dokonania waloryzacji sądowej wierzytelności o zwrot kaucji. Przyjąć zatem
należy, że kaucja wpłacona w chwili zawierania umowy najmu lokalu stanowi od
chwili powstania tego zobowiązania świadczenie pieniężne, o jakim mowa w art.
358 (1) Kodeksu cywilnego, a zatem podlega waloryzacji sądowej w razie istotnej
zmiany siły nabywczej pieniądza po jej wpłaceniu.”

Gość portalu: Lorelay napisał(a):

> "Posiadacz nieruchomości nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli
> posiada nieruchomość nieprzerwanie od lat dwudziestu jako posiadacz
samoistny,
> chyba ze uzyskał posiadanie w złej wierze (zasiedzenie). Po upływie
trzydziestu
>

jak to ustawa, który ustęp, paragraf itp
> lat posiadacz nieruchomości nabywa jej własność, choćby uzyskał posiadanie w
> złej wierze. W orzecznictwie sądowym przyjmuje się, że osoba, która weszła w
> posiadanie nieruchomości na podstawie umowy zawartej bez zachowania formy
aktu
> notarialnego, nie jest posiadaczem w dobrej wierze i nie może skorzystać z
> krótszego terminu zasiedzenia.
>
>
> Zasiedzenie, tak jak i dziedziczenie, następuje z mocy samego prawa.
Natomiast
> stwierdzenie nabycia własności przez zasiedzenie następuje na podstawie
> orzeczenia sądowego wydawanego w trybie nieprocesowym na podstawie art. 609-
610
>
> kodeksu postępowania cywilnego.
>
>
> W celu stwierdzenia zasiedzenia należy wnieść do sądu rejonowego właściwego
ze
> względu na miejsce położenia nieruchomości wniosek o stwierdzenie zasiedzenia
> własności. Z wnioskiem takim może wystąpić każdy zainteresowany. Jeżeli
> wnioskodawca nie wskaże innych zainteresowanych, sąd przed wydaniem
orzeczenia
> musi wezwać innych zainteresowanych przez ogłoszenie. Ogłoszenie takie
powinno
> zawierać dokładne określenie nieruchomości oraz imię i nazwisko jej
posiadacza.
>
> Jeżeli w terminie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia nikt się nie zgłosi albo,
> zgłosiwszy się, własności nie wykaże, sąd wydaje postanowienie o stwierdzeniu
> nabycia własności nieruchomości przez zasiedzenie, pod warunkiem że wszystkie
> przesłanki zasiedzenia zostały wykazane przez wnioskodawcę."

Kodeks Postępowania Cywilnego:

Art. 333. § 1. Sąd z urzędu nada wyrokowi przy jego wydaniu rygor
natychmiastowej wykonalności, jeżeli:
1) zasądza alimenty - co do rat płatnych po dniu wniesienia powództwa, a co
do rat płatnych przed wniesieniem powództwa za okres nie dłuższy niż za trzy
miesiące;
2) zasądza roszczenie uznane przez pozwanego;
3) wyrok uwzględniający powództwo jest zaoczny.

Art. 336. Rygor natychmiastowej wykonalności obowiązuje od chwili ogłoszenia
wyroku lub postanowienia, którym go nadano, a gdy ogłoszenia nie było - od
chwili podpisania sentencji orzeczenia.

dotyczący alimentów wstecznych, który zobowiązuje wierzyciela do uregulowania
długu jak najszybciej.

Co do nie wypłacalności zobowiązanego, należy sprawę oddać pod egzekucję
komorniczą, prokurator działa zgodnie z Kodeksem Karnym:

Art. 209. (32) § 1. Kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z
mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na
utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność
zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat
2.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego, organu pomocy społecznej lub
organu udzielającego odpowiedniego świadczenia rodzinnego.
§ 3. Jeżeli pokrzywdzonemu przyznano odpowiednie świadczenie rodzinne, ściganie
odbywa się z urzędu.

ale tu jeśli płaci część kasy to nie ma to zastosowania, gdyż uporczywie nie
uchyla sie od płacenia o czym mówi powyższy artykuł.

Pozostaje Ci jeszcze alimentacja od dziadków (rodziców ojca) ale też tu należy
spełnić warunek o którym mówi orzecznictwo precedensowe SN w którym jest
napisane, że obowiązek alimentacyjny obciąża najpierw krewnych bliższych a więc
rodziców dziecka, jeśli jeden nie jest w stanie spełnić zobowiązaniu to całość
przechodzi na drugiego rodzica, jeśli ten drugi rodzic nie jest w stanie
zaspokoić usprawiedliwionych potrzeb - to wtedy można żądać alimentów od
krewnych w dalszej kolejności np. dziadków.

Co do wymuszania kontaktów ojca z dzieckiem - to moje zdanie: nie wymuszać, to
bez sensu, nie można nikogo zmusić do uczuć.

pozdrawiam

wyroku o takiej treści nie znam ( i chyba takiego nie ma ) ; są natomiast
wyroki takie :

Uchwała Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 29.05.2000 r. ( III CZP
10/2000 , OSNC 2000/12 , poz. 215 )
Komunalna jednostka organizacyjna , sprawująca zarząd nieruchomością wspólną na
podstawie przepisów u.o.w.l. , nie może wliczać do kosztów tego zarządu
własnych kosztów , chyba że co innego wynika z umowy o sprawowanie tego
zarządu ....
Uwzględniając dotychczasowe orzecznictwo (por. uchwałę 7 sędziów SN z dnia
10.04.1991 r., III CZP 76/90) i dorobek doktryny, trzeba przyjąć, że przez
zarząd rzeczą wspólną należy rozumieć podejmowanie wszelkich decyzji i
dokonywanie wszelkiego rodzaju czynności dotyczących przedmiotu wspólnego
prawa, koniecznych zarówno w toku normalnej eksploatacji tego przedmiotu, jak i
w sytuacjach nietypowych. Czynności te dzielą się na prawne, faktyczne i
procesowe. Mogą mieć charakter czynności zwykłego zarządu, przekraczających
zwykły zarząd bądź czynności zachowawczych. W tak rozumianym pojęciu zarządu, w
znaczeniu przedmiotowym, mieszczą się czynności ustalenia kosztów zarządu.

Uchwała Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 20.07.1999 r. ( III CZP 19/99 ,
OSNC 2000/2 , poz. 23 )
Zarządca nieruchomości wspólnej w rozumieniu przepisów u.o.w.l. , nie jest
legitymowany w ramach powierzonego mu administrowania tą nieruchomością do
dochodzenia na swoją rzecz należności z tytułu zaliczek na koszty zarządu tą
nieruchomością

2003.11.27 uchwała SN III CZP 74/03 Prok.i Pr.
2004/5/40
Osoba prawna, której wspólnota mieszkaniowa uchwałą, podjętą z powołaniem się
na podstawę z art. 20 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.
U. Nr 85, poz. 388 ze zm.), "powierzyła" zarząd wspólnotą, traci - po
nowelizacji tego przepisu dokonanej ustawą z dnia 16 marca 2000 r. o zmianie
ustawy o własności lokali... (Dz. U. Nr 29, poz. 355) - status prawny zarządu
wspólnoty.

gradus2004 napisał (w odpowiedzi dla wessi):
"czyli rozumiem, ze UniCredit nie jest juz wlascicielem akcji PEKAO SA poniewaz
umowa stracila swoja waznosc..." (skutkiem przystąpienia RP do UE - jak
podnosił wessi)

Nie, drogi gradusie! Tu obowiązuje dorobek wybitnego działacza socjalistycznego
H.Goeringa: O tym, czy straciła ważność cała umowa, czy tylko pewne jej cześci,
decyduję JA - powiedziałby Hermann. Tako też rzecze UE.

A które części? No przecież wg schematu "RWPG" (Rosji Wszystko Polsce Gó.no). Z
małą zamianą w adresie: "Rosja" na "UniCredito".

Mnie tam dziwi, jakim to sposobem KNB awansowała na sędziego Polski, jej spraw
i interesów? Czyim organem państwowym jest ??.
Między Skarbem Państwa a UniCredito jest spór o wykonanie umowy cywilnej.
Krytyczne postanowienie, pod którym zwarto umowę prywatyzacyjną zdaje się
zakazywało UniCredito pewnych jej DALSZYCH czynności koncentrowania kapitału
bankowego. Pod tym warunkiem (?) zawarto tę umowę prywatyzacyjną.

Na logikę (bo tu bez dostępu do szczegółów) musiał ten - skierowany w
przyszłość - warunek mieć jakąś sankcję za niedotrzymanie. Jeśli zaś nie miał
sankcji wyraźnie określonej, to dziś trzeba się przyjrzeć, kto tę pierwszą
umowę przywatyzacyjną podpisywał i czy przeszła wtedy przez KNB z W.Sz.P.
Balcerowiczem.

My tu na tym forum nawet nie wiemy, wg jakiego prawa ta pierwsza i ta druga
umowy nabycia akcji przez UniCredito były podpisywane. Akcje były i są do
wykonania w Polsce, zatem umowy ich nabycia powinny podlegać polskiemu prawu
cywilnemu i orzecznictwu polskich sądów. Ale, kto wie, co tam nawypisywano ??

Witam! Roro68 ma racje ale jedynie w pierwszej czesci swego postu, iz za sprawe
powod musi sadowi "zaplacic" z gory wpisem (oplata).
Potem niestety pojawia sie sprzecznosci - Minister nie moze zakladac za strone
wpisu bo sprawa jest obciazona ryzykiem a za to adwokaci maja miec taka
powinnosc - lekka niekonsekwencja. Skoro sprawa jest taka oczywista niech kazdy
kto tak uwaza zalozy koszty wpisu (udzieli pozyczki) i potem odbierze sobie ta
kwote z procentami po ewenualnej wygranej.
Co do wynagrodzenia adwokatow to umowa o wynagrodzenie prowizyjne nie jest
takie klarowne - niektorzy z etykow w adwokaturze (sa jeszcze tacy) uwazaja ze
wynagrodzenie prowizyjne jest niezgodne z etyka i zasadami zawodu adwokata.
Co do tezy by Wokanda wylozyla pieniadze na wpis - popieram w 100% - skoro juz
sie grzeja w ciepelku tragedi poszkodowanych (a pomaga im naczelna
wspolpracownica organow scigania) to niech im rzeczywiscie pomoga a nie tylko
przekazuja - jak napisal ollo2005 - szymelki do pozwow.
Na koniec generalna uwaga co do podstaw zwolnienia od wpisu - art. 102 ust. 1
ustawy o kosztach w sprawach cywilnych wskazuje wprost, iz zwolnienia od
kosztów sądowych może się domagać osoba fizyczna, która złożyła oświadczenie,
że nie jest w stanie ich ponieść bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla
siebie i rodziny.
Niestety (albo stety dla budzetu Sadow i panstwa) ten uszczerbek jest w
doktrynie i orzecznictwie Sadow bardzo scisle rozumiany - trzeba wrecz
przymierac glodem by dostac to zwolenieni, choc wyjatki sie zdarzaja. Co wiecej
Sady lubuja sie oddalac wnioski o zwolnienie z uzasadnieniem, iz przeciez powod
wiedzial ze bedzie wystepowac z pozwem wiec mogl sobie skladac - istny
bandytyzm, szczegolnie wychodzacy spod piora osoby, ktora zarabia kilkukrotnosc
sredniej krajowej. Osobiscie mam wrazenie, iz gdyby poszkodowani umiejetnie (z
pomoca Wokandy albo swych pelnomocnikow - Rada Adwokacka w Katowicach, jak i
inni adwokaci z jej okregu zobowiazali sie udzielac pokrzywdzonym bezplatnych
porad) wskazali, iz otrzymane juz odszkodowania sa im niezbedne na leczenie
rehabilitacje to zaden sedzia, nawet ten najbardziej gruboskorny nie oddalilby
w calosci wniosku o zwolenienie i zwolnilby od wpisu choc w czesci. Z drugiej
strony czy ma sie sens sadzic z MTK skoro z przekazow medialnych wynika ze sa
juz tylko finansowa wydmuszka....

wyroki w podobnych sprawach już były - odsyłam do orzecznictwa sądu najwyższego.
Czekamy na wyrok SOKiK aby po prostu było łatwiej.

-nie mają niższego opocentowania pomimo spadku stóp-> - zgoda, tak jest.

-i że w umowie w cale nie było zapisane że to oprocentowanie będzie
malało jak stopy bedą szły w dół - zgoda, ale nie ma też zapisane, że nas
interesuje koszt pozyskania pieniądza - nie ma tego w umowie!. Jest słynne słowo
"może" co oznacza dowolność, a dowolność w kształtowaniu warunków umowy jest
niezgodna z kodeksem cywilnym.

-i że m.in.zarząd decyduje o tym czy oprocentowanie będzie szło w
górę czy w dół (to nie jest prawdą?) - nie, tak nie mam w umowie. Zarząd sobie
uzurpuje do takich decyzji, ale w umowie tego nie ma. Kwestia interpretacji, ale
to oni są na mocniejszej pozycji. Reklamacje nic nie daja. Wysyłają sztampowe
odpowiedzi, często nie na zadane pytania.

> - i ze klienci mieli mozliwość podpisać aneksu -oczywiście nie na
> najkorzystniejszych warunkach ale po pierwsze każdy podaje tu inne
> zaproponowane oprocentowanie, czyli jest ono indywidualnie dobierane
> a po drugie dlaczego niby ma być na tak niskim oprocentowaniu, jak
> sprzed 3 lat?-klienci 3 lata temu nie chcieli kredytu opartego na
> liborze wieć chyba sami są sobie winni..

po pierwsze, zdecydowana większość nie dostała takiej propozycji - nawet BRE się
z tego wycofało. Po drugie to bank zmienia warunki umowy - dlaczego nie
mielibyśmy miec takiej marży jak 3 lata temu?? To wtedy była podpisywana umowa i
bank liczył zysk LIBOR + marża. Teraz jakiś inny koszt (a dokładniej koszt
ratowania banku-matki od którego pożyczył po koszmarnie wysokim oprocentowaniu
CHF). My domagamy się jedynie respektowania prawa. Dlatego sprawa jest przed SOKiK.

Wiele razy zadawałem konkretne pytania na forum mBanku - zawsze na te konkretne
pytania dostwałem odpowiedzi, które nijak miały się do pytań.